10/19/2013

–Je t’aime #12

Serce biło mi jak szalone,  nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Krzyk wydobył się z moich ust. Obróciłam się  za siebie. Nikogo nie było. Spojrzałam na lustro. Justin był smutny. Otarłam oczy ze zdziwienia. Pobiegłam do lustra i zaczęłam płakać. Justin ruszał ustami, jakby chciał powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Byłam zmieszana. Nie wiedziałam co robić. Upadłam na ziemię i zwinęłam się w kołyskę. Łzy atakowały moją twarz.
Justin’s POV
Zauważyła mnie. To lustro to istny cud. Bardzo martwiło mnie jej zachowanie. Płakała, a ja nic nie mogłem zrobić.  Ktoś powiedział, że mogę powrócić tylko, jeśli ona wypowie to słowo. Nie ustalałem zasad, ale to musi być naprawę dziwne słowo. W każdym razie… Jak kto woli. Według mnie język francuski jest językiem przepięknym, ale Selena… Nie sądzę, że lubi  uczyć się języków.  Miała powiedzieć niesamowite „Je t’aime”. Tłumacząc na angielski, po prostu „Kocham Cię”. Selena w końcu wstała i podeszła do lustra. Tak naprawdę stałem za nią, ale ona widziała mnie tylko w nim.
-Dlaczego… Dlaczego to właśnie ty? Dlaczego… - zadawała to pytanie od dobrych pięciu minut. Ja tylko mogłem pokazać jej swój smutek. Posłałem jej buziaka i powiedziałem, choć ona tego nie słyszała,  że ją kocham. Uśmiechnęła się smutno. I powiedziała, że też mnie kocha. Uśmiechnąłem się.

Miesiąc później
Nobody’s POV
Selena była zadowolona z tego, że znalazła ten dom. Jednak najbardziej dziękowała, za to, że znalazło się w tym domu lustro. Mogła w nim się komunikować z Justinem.  Bawiła się w tym pokoju, gdzie stało, z Sophie. Justin tylko się śmiał i uśmiechał. W jego oczach była miłość. Ona też była w nim zakochana. Cały czas myślała, co by było, gdyby poczuła go naprawdę. Przy niej. Justin ciągle doprowadzał ją do uśmiechu, sprawiał, że chęć życia była nie do opisania. Dawał jej nadzieje, której tak bardzo potrzebowała. Uważała, iż Sophie szybciej nauczy się chodzenia. Jak na razie, miała tylko dwa miesiące, więc jeszcze był czas. Selena postanowiła przygarnąć psa. Nazywał się Louis. Pies był pomysłem doskonałym. Mimo tego, że miał już swoje lata.  Zawsze marzyła mieć psa, jednak rodzice jej nie pozwalali. Potem została z bratem… I wszystko się zaczęło od nowa. Poznawanie chłopaka, zdrada, bicie. Następnie znalazła Justina… Selena już zapomniała o samookaleczaniu się. Cieszyła się, że spotkała Justina w tak dziwaczny sposób. Justin również był szczęśliwy, że ją spotkał.  Ona doceniała radość z życia, a on cieszył się z tego, że nie żył. Przynajmniej wtedy mógł zobaczyć, że komuś na nim zależy. Był zadowolony z tego, że ma taką piękną kobietę obok siebie i córkę, dla której mógłby zrobić dosłownie wszystko. Jednak niepokój zaczął się, gdy Selena zapytała się jak przywrócić Justina do życia.
Selena’s POV
Wiedziałam już, że nie mogłam go usłyszeć. Jedynie on mnie słyszał. Wiedział dokładnie o co mi chodzi. Mogłam tylko wyczuć, co próbuje powiedzieć. Poruszał ustami w znaku „i love you”. Chwilę się zastanawiałam o co chodziło, jednak odpowiedziałam mu, że ja też go kocham. Klepnął się w czoło.
-Ej… Co? Przecież to prawda! – powiedziałam z uśmiechem. On tylko odwzajemnił uśmiech. I wyszeptał „ja ciebie też.” Jego usta zaczęły się poruszać. Próbowałam zrozumieć o co chodzi. Wskazał palcem na mnie i wyruszał ustami „francuski”. Nie do końca to zrozumiałam.
-Ja mam do jechać do Francji? Dlaczego? – zapytałam. Justin pokręcił przecząco głowę. –Więc o co chodzi?
Justin rozglądał się po pokoju. Szukał czegoś, co mogłoby pomóc w znalezieniu pomocy dla mnie. Zauważył słownik języka francuskiego. Nie mógł go wziąć na ręce, więc po prostu pokazał mi liczbę na palcach. Strona 26. Szybko podbiegłam do słownika i otworzyłam daną stronę. Przypomniałam sobie wcześniejsze pokazy Justina. Szukałam tego słowa. Jednak szybko znalazłam.

-Kocham cię? – zapytałam – Mam powiedzieć „kocham cię” po francusku? – Pokiwał głową z wielkim uśmiechem na twarzy. Jego uśmiech był taki cudowny. Tak bardzo byłam szczęśliwa, że go zobaczę. –Je t’aime. –wypowiedziałam te słowa w całkowitej powadze, z zamkniętymi oczami. Nie zauważyłam Justina w lustrze. Chwilę potem usłyszałam wrzask w pokoju Sophie. Nie mogłam uwierzyć, w to, co zobaczyłam. 
~~
Hej! 
 ♡ Chcę poinformować, że mój fan fiction dochodzi końcu. Postaram się, żeby ostatni rozdział totalnie was zaskoczył. Dziękuję, że czytacie i przepraszam za jakiekolwiek błędy. 

10/18/2013

–Odbicie lustra #11

Policjanci wyszli z mojego pokoju. Delikatnie pocałowałam Sophie i nakarmiłam ją. Chwilę później zasnęła. Położyłam ją, a sama wstałam po coś do jedzenia. Wciąż myślałam o tym, co się stało około dwie godziny temu. Jakim cudem Noah mnie znalazł? Przecież Kanada jest daleko stąd! Znajdowałam się w kuchni i przygotowywałam sobie jedzenie. W myślach układałam sobie wiele sytuacji. Jedną z nich był Justin, przytulający mnie w tym momencie. Ja i on, kołyszących się. Cudowne marzenia.
Justin’s POV
Widziałem jej myśli. Oczywiście objąłem ją, lecz ona tego po prostu nie czuła. Nasza córka była przepiękna. Bardzo przypominała mi jej mamę.  Jest mi naprawdę źle z myślą, że nie żyję. Tak bardzo pragnę ją całować, tulić. Cokolwiek. Od kilku godzin męczyła mnie myśl, dlaczego Selena jeszcze nie oddała Sophie do adopcji. Miała takie plany. Jednak cieszyłem się, że tego jeszcze nie zrobiła.
Selena’s POV
Poczułam coś na sobie. Odczuwałam to zawsze, gdy myślałam o takich bliskich sytuacjach z Justinem. Jednak zignorowałam to uczucie i kontynuowałam robienie kolacji. Krótko po tym wyciągnęłam swojego białego MacBooka i włączyłam cicho relaksującą muzykę. Przeglądałam, do niedawna, ulubioną stronę. Coraz bardziej denerwowały mnie nowe obrazki. Dzisiejsza młodzież potrafi być naprawdę okropna. Wyłączyłam tą stronę i odłożyłam z hukiem laptopa. Długo nie wierzyłam w to, co zobaczyłam.  Wszędzie było napisane, że jestem kryminalistką. Były moje zdjęcia, imię i nazwisko. Łzy zaczęły mi spływać po twarzy. Miałam ochotę zniknąć z tego świata. W tym momencie popatrzyłam się na Sophie. Minęły już dwa tygodnie po powrocie z szpitala. Kochałam ją. Potem postanowiłam coś, co nawet zaskoczyło samą mnie. Nie oddam jej. Będę ją wychowywać. Chcę, żeby miała jak najlepsze dzieciństwo. Wiedziałam, że to będzie trudne wyzwanie. Przecież miałam dopiero dziewiętnaście lat… Ale na początek,  żeby zapewnić jej dobre dzieciństwo, muszę wynająć mieszkanie.
Po długim myśleniu, w końcu wzięłam z powrotem na kolana MacBooka i przeglądałam propozycje mieszkań. Było ich naprawdę wiele. Jednak postanowiłam wybrać niewielki domek. Po tym ogłoszeniu sięgnęłam po mój portfel i zajrzałam do niego. Miałam wystarczająco pieniędzy, aby kupić ten domek. Wyciągnęłam swojego iPhone i zadzwoniłam do właściciela. Rozmowa trwała bardzo krótko. Można będzie się do domu wprowadzić dopiero jutro. Westchnęłam i położyłam się spać, ponieważ była już północ.
Rano postanowiłam się spakować. Sophie również wydawała się szczęśliwa. Zamówiłam taksówkę, ale jeszcze wcześniej nakarmiłam Sophie. Zapłaciłam za pokój i wyszłam z hotelu. W końcu będę mieć szansę na nowe, spokojne życie. Taksówka pędziła pod wskazany adres. Jak dotarliśmy na miejsce, taksówkarz pomógł mi wnieść rzeczy. Podziękowałam mu i weszłam do domu.

Dom był niesamowity. Niby niewielki, ale dla mnie i Sophie był spory. Miał basen i niewielki ogródek. Ucieszyłam się z tego  powodu. W domu znajdował się pokój dla Sophie. Był tam kojec i wiele zabawek. Łzy radości pojawiły mi się w oczach.  Włożyłam dziecko do kojca, a ona od razu zasnęła.  Postanowiłam porozglądać się po domu. Był taki uroczy. Zawsze marzyłam o takim domu. Był zwykłym domem kalifornijskim, ale miał coś w sobie. Tę magię. Kuchnia była mała, ale cudowna. Łazienka też miała ten urok. Zakochałam się w tym domku.  Wyobraziłam sobie mnie i Justina obojga w tym domu, szczęśliwych. Uśmiechnęłam się smutno. Tak bardzo mi go brakuje. Szczęście, jakie mi dał był czymś niewiarygodnym.  W końcu dotarłam do mojego pokoju. Było tam duże łóżko, szafa i lustro. I pomyśleć, że zapłaciłam tak mało za ten dom… W pewnej chwili oglądałam siebie w odbiciu lustra, gdy zobaczyłam odbicie Justina za moimi plecami.

10/17/2013

–Kim jest ojciec dziecka? #10

Selena’s POV
Dwa tygodnie po narodzinach  mojej i Justina córki, Sophie, lekarze pozwolili mi pójść do domu. Zamówiłam taksówkę. Taksówka pędziła ulicami Santa Barbara. W końcu znaleźliśmy się niedaleko prawie-domu, na ulicy Anacapa St. Oglądałam przez okno domy. W nich były szczęśliwe rodziny. Dzieci bawiły się z psami. Szybko przypomniałam sobie,   że nigdy nie będę mieć szczęśliwej rodziny. Wjechaliśmy na ulicę Cabrillo Blvd. Od razu poczułam ten piękny zapach oceanu. Przypomniałam sobie dzień, w którym zostałam porwana. Popatrzyłam na Sophie. Tak słodko spała. W ogóle, inaczej wyobrażałam sobie bycie matką. Myślałam, że dziecko będzie ciągle płakać. A co widzę? Ani słowa.
W końcu dotarliśmy do hotelu. Wzięłam na ręce moje nowonarodzone dziecko. Dziwnie to wyglądało, ponieważ niosłam dzieciaka bez jakiejkolwiek ochrony. Tylko na zwykłych rękach.  Po drodze kupiłam zbędne rzeczy dla Sophie. Zaczynam się do niej powoli przyzwyczajać.  To bardzo źle.
Wchodząc do pokoju poczułam jakiś wiatr. Okno było przecież cały czas zamknięte. Zaczynam już mieć dość hoteli. Muszę coś wynająć… Ale skąd wezmę pieniądze? Rozmyślenia nad pieniędzmi skończyły się, gdyż Sophie zaczęła płakać. Teraz trzeba jej dać jedzenie. Położyłam moje dziecko na łóżku, w bezpiecznym miejscu, i podeszłam do torby z zakupami.  Szukałam jedzenia. Do głowy przyszła mi jedna myśl. Zewnętrznie walnęłam się w czoło. Przecież niemowlaka karmi się piersią. Nie wiem skąd, ale przed oczami zobaczyłam uśmiechającego się Justina. Pojedyncze łzy spłynęły mi po policzkach. Podeszłam do malucha i zaczęłam karmić.  Około 15 minut później Sophie zasnęła. W środku byłam szczęśliwa, że da mi w końcu spokój (chociaż wcale mnie nie męczyła). Zamknęłam oczy. Chciałam się zrelaksować, gdy nagle ktoś zapukał do pokoju. Przeklnęłam w duchu. Ku mojemu zdziwieniu w drzwiach pojawił się mój były chłopak.
-Co ty tu, do jasnej cholery, robisz?! –starałam się nie krzyczeć, ponieważ dziecko spało. Nie mogłam uwierzyć,  w to, co się stało. Noah popchnął mnie na ścianę, potem zatrzasnął tak drzwi, że Sophia się obudziła. Zaczęła płakać. On, jakby tego nie rozumiał, po prostu rozdzierał ze mnie ubrania. Krzyczałam, że nie chcę. Postanowiłam zrobić coś, czego nigdy bym się nie spodziewała. Kopnęłam Noaha w jego czuły punkt. Zwijał się z bólu na ziemi. Szybko otworzyłam drzwi i zawołałam o pomoc. Następnym czynem, jakim zrobiłam, było pobiegnięcie do m o j e g o dziecka i przytulenie jej. Pomoc nadbiegła bardzo szybko.
-Słyszeliśmy pani pomoc!- zawołał jeden facet.
-Ten człowiek próbował mnie zgwałcić! – Wskazałam palcem na Noaha.
-Zadzwońcie na policje! – zaproponował jeden. Rudy, szczupły chłopak wyciągnął swojego iPhone 5 i zadzwonił.
Dziesięć minut potem policja pojawiła się w moim pokoju. Trzymając dziecko, odpowiadałam na pytania.
-Czy aresztowany Noah Buchmann usiłował panią molestować? – zapytał jeden z policjantów.  Pokiwałam głową. Ostatnie pytanie po prostu wywołały u mnie fontannę łez.
-Kim jest ojciec dziecka?

-Justin. Justin Bieber. Nie żyje.

10/13/2013

–Kelsey #9

Selena’s POV
Było zimno.  Ukradkiem, zobaczyłam wiele ludzi, którzy spieszyli się do pracy. Byłam słaba. Już żadne słowo nie potrafiłam z siebie wydusić. Myślenie było dla mnie czymś ciężkim. Jednak musiałam iść dalej. Znalazłam jakiś hotel i wzięłam pokój. Ciepła atmosfera uderzyła o moją skórę, jednak zignorowałam ją. Wchodząc do pokoju rozejrzałam się. Byłam już przyzwyczajona do zmieniania co chwilę pokoi. Jednak ten był taki inny, taki dziwny.  Położyłam się na wielkim łóżku i zapadłam w głęboki sen.  W głowie zobaczyłam przepiękny obraz. Nigdy nie podziwiałam moich snów, bo były one bardzo złe, brutalne.  W moim śnie był Justin, trzymający nasze dziecko. Był uśmiechnięty. Ja również.  Nagle ze snu wyrwało mnie skrzypnięcie deski. Miałam przyspieszony oddech. Bałam się.
-K-k-kto tu jest? –zapytałam.
Justin’s POV
Widziałem wszystko. Cały sen. Wiedziałem o czym myśli. Wszystko. Byłem obok niej. Trzymałem ją za rękę. Jednak ona tego nie czuła. Nie czuła niczego. Potrzebowałem jej tak bardzo. Nie mogłem znieść tego jej smutku. Ciągłej rozpaczy za mną. Nie sądziłem, że może usłyszeć moje kroki. Ale jednak? Obudziła się.  Chciałem powiedzieć jej, że to tylko ja. Jej myśli całkowicie mnie zaskoczyły. Skąd ten pomysł?
„Jeśli to ktoś z gangu? Alex? A jeśli to mój brat? Dlaczego wszystko dzieje się tak szybko? Dlaczego tak okrutnie potraktował mnie los? Czy jest tu coś ostrego… Potrzebuję tego, tak bardzo.”  Chciała wstać z łóżka, jednak coś ją zatrzymało. Czy ona mnie zobaczyła? Jednak jej oczy były skierowane na coś innego. Poza mną. Była wystraszona. Rzuciłem oczami na to, co ona patrzyła. W kącie coś się ruszało.

Selena’s POV
Byłam zmieszana. Widziałam, że ten ktoś patrzył swoimi oczami na mnie. Nie potrafiłam opisać swojego strachu. W końcu postanowiłam przełamać to i odezwałam się.
-Kim jesteś?
Z cienia wyszło dziecko. Była naprawdę ładna. Płakała.  Ale, cholera jasna, co robiła w moim pokoju?! Podbiegła do mnie i się przytuliła.
-Pomóż mi, proszę – dzieciak powiedział to z typowym kanadyjskim  akcentem.
-Co ci się stało?- wystraszyłam się wielkiej rany jej na policzku. – Jak się nazywasz? Gdzie są twoi rodzice?
-Zostawili mnie. – powiedziała ze smutkiem.
-Ile ty masz lat?
-Dziesięć. – odpowiedziała.
-I mówisz, że rodzice cię zostawili? W jakim sensie…? – próbowałam wydawać się spokojna, jednak chyba mam do czynienia z moją przeszłością. To znaczy, moi rodzice zmarli. – Jak ci na imię?
-Kelsey – odpowiedziała.
-Piękne imię. Jesteś głodna?
-Tak.
Wzięłam ją za rękę i wyszłyśmy z pokoju. Naprawdę miałam wielkie obawy co do niej. Jeśli rodzice ją zostawili, to co robiła w moim pokoju? Szybko znalazłyśmy się na dole w poszukiwaniu jedzenia. Wzrokiem szukałam osoby, która wydawałaby się na kogoś szukającego dziecka.  Jednak,  nikogo nie zauważyłam. Trudno się mówi. Coś wymyślę.  Znalazłam w końcu jedzenie. Podałam to Kelsey. Widać, że była naprawdę głodna.  Bacznie ją obserwowałam. Miała szare oczy, a włosy koloru blond. Była strasznie chuda, co mi się nie podobało.  Nagle w brzuchu poczułam dziwne uczucie. Bardzo bolało. Zaczęłam krzyczeć. Dziecko, dziecko.
Justin’s POV
Nie wiedziałem, że czas tak szybko mija i już dziecko się urodzi. W końcu zobaczę tą śliczność. Selena krzyczała. Nawet nie wyobrażałem sobie, jak ją to bardzo boli. Podążałem za karetką. Dziewczynka, która znalazła się w jej pokoju również pojechała. Godzinę później zobaczyłem moje dziecko. Było piękne. Do Seleny podeszła lekarka.
-Gratulacje –powiedziała z uśmiechem na twarzy. Selena też się uśmiechnęła. Tego potrzebowałem od tak dawna. Chcąc zobaczyć jej uśmiech. W głowie pojawiły mi się przykre wiadomości „Muszę oddać to dziecko. Justin nawet je nie widzi. I najprawdopodobniej nigdy nie zobaczy.” –Jak pani ją nazwie? – dodała szybko lekarka. Mina Seleny świadczyła o przykrej rzeczy. Bałem się tego usłyszeć z jej ust. Proszę, nie mów tego…
-Oddam je. – powiedziała słowa, które zabolały mnie tak bardzo.  Pani doktor udawała smutną. Selena to zauważyła. Posłała jej dziwne spojrzenie. Podszedłem do łóżka, w którym leżała moja kobieta z naszym dzieckiem. Ucałowałem ją.  Selena poruszyła się tak, jakby coś poczuła. Zrobiła dziwną minę.

-Poczułaś coś? – zapytałem. Nie odzyskałem odpowiedzi. Moje nadzieje wygasły. Jednak miałem pewien pomysł. Nawet dziękuję, że ta dziewczynka się „ukazała”.

10/12/2013

–SMS #8

Podążałam szarym chodnikiem. Pod oczami znajdowały się tylko ciemne podkowy. Nie spałam już od tygodnia. To bardzo źle. Moje dziecko może ucierpieć. Jak ja sobie z nią lub nim poradzę? Zaczęłam płakać. Usiadłam na najbliższej ławce i postanowiłam to wszystko przemyśleć.  Oddam dziecko do adopcji. To będzie najlepsze dla niego. A co zrobię ze sobą, pomyślę potem. Co jeśli naprawdę Justin miał rację? Jeśli istnieje życie? Jeśli dostajemy nowe życie? Gdybym się zabiła, byłabym z nim. Wstałam z ławki i ruszyłam do miejsca, gdzie chodziłam codziennie. Cmentarz. Po drodze widziałam wiele szczęśliwych ludzi. Z czego oni się tak cieszą?! Wszyscy byli szczęśliwi. Oprócz mnie.
-Dlaczego, dlaczego to właśnie ty, dlaczego  ty? – te słowa powtarzałam codziennie do jego grobu. Nigdy inne. Jednak postanowiłam coś dodać – Wiesz, że kocham cię najbardziej na świecie? Wiesz to, prawda? Najbardziej na świecie! Gdybym nie była taka głupia i nie uciekła od ciebie, to byś żył. I byłbyś ze mną. Na zawsze. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie. To, w którym usiadłeś obok mnie i czekałeś, aż przestanę płakać. Zawsze ci się udawało. Pamiętam też, kiedy byliśmy w lesie. Gdy pocałowałeś mnie po raz pierwszy. To wszystko było takie… takie niesamowite, nieznane. Byłeś moim ratownikiem. Poświęciłeś się dla mnie. Dziękuję ci za wszystko… I  przepraszam, że to nie ja właśnie jestem na twoim miejscu. – wszystkie słowa powiedziałam szepcząc. Łzy, które wydawały się bez końca, wciąż były na mojej twarzy. Dalej nie potrafiłam wypowiedzieć ani słowa. Byłam sparaliżowana. Jakby mój świat zawalił się kilkakrotnie. W niewidocznym miejscu,  obok drzewa, stał Austin. Zauważył mój wzrok na jego. Uśmiechnął się. Co za podła świnia. Nienawidzę jego. Szybko postanowiłam „zdjąć” z niego wzrok, jednak zaczynał do mnie powoli podchodzić. Nie wiedziałam co robić. Czy uciekać, czy stać. Moje nogi nie wykonywały żadnego ruchu. Gdy znalazł się przy mnie, wypowiedział słowa, które od razu znienawidziłam.
-To miałaś być ty. Jednak ten twój chłopak cię obronił. Szkoda, że stracił życie za taką sukę. – zaśmiał się bezczelnie. W moich oczach znajdowała się nienawiść. Chęć zabicia go była niewyobrażalna. Ale miał rację. Po co komu tracić dla mnie  życie? Ostatecznie, to ja powinnam oddać komuś życie. Mój tato, moja mama, mój Justin poświęcili się dla mnie. Własnym życiem. W dodatku mój brat, którego nienawidziłam tak bardzo, teraz mi to wypomina. Najlepszym wyjściem byłoby odejście. Na zawsze. Spotkałabym tam osoby, które kochałam z całego serca. Jednak coś, a raczej  ktoś, mnie ciągle powstrzymywał. Wyciągnęłam swojego czarnego iPhone i spojrzałam na jego ekran. Jak ja dawno patrzyłam na telefon. Była tam wiadomość.
„Czy dasz się gdzieś zaprosić?” To są zwykłe słowa, ale dla mnie były tak wyjątkowe, jak nowy telefon. Justin napisał to miesiąc temu. Naprawdę, gdybym mogła, to cofnęłabym czas i wszystko naprawiła. Nie uciekłabym od niego. Cholera jasna, kochałam go tak bardzo. Uratował mnie z wszystkich sytuacji, niczym anioł. Moje przypuszczenia jednak okazały się prawdą. Zrobiłabym, oddałabym wszystko, co mam za to, żeby go zobaczyć, choć jeszcze jeden raz.

Justin’s POV

Nie żyję po raz drugi. To okropne. Naprawdę. Choć udało mi się znaleźć miłość w ciągu 100 dni, nie żyję. Dostałem jednak ostatnią szansę. Nikt nie może mnie zobaczyć. Jedynie ja mogę. Będę aniołem stróżem Seleny. Moje stróżowanie wygląda jak 24/7. Wszędzie. Będę ją pilnować. Ona nie może mnie usłyszeć, nie może też mnie zobaczyć. Mogę ją kontrolować, czytać jej myśli. Jednak, istnieją pewne słowa. Słowa, które pomogą jej zobaczyć i usłyszeć mnie. Na początek trzeba tylko ją nakierować na ślad. Jest wyjątkowa. Uda jej się. Wierzę w to.

10/11/2013

–Usłyszałam jedynie strzał #7

Justin’s POV
-Czy mimo wszystko dalej będziesz mnie kochać? – zapytałem.
-Tak, obiecuję.
-To dość skomplikowane…- wciąż zastanawiałem się nad powiedzeniem jej to. Ale dzisiaj mijają te cholerne sto dni. Do dzisiaj miałem czas.  Nie ma na co czekać. Po prostu jej powiem. – Selena, czy wiesz, że kocham cię najmocniej na świecie? I że nic tego nie zmieni?
-Justin, po prostu powiedz.
-Selena, to nie jest takie proste. –widać było po jej minie, że jest obojętna. Zacząłem więc mówić.
-Jeśli będzie ci się wydawać to szalone, to po prostu odejdź…
-Nigdy.- rzekła. To słowo było dla mnie satysfakcją, której potrzebowałem.
-Selly,  żyję już drugi raz.
-Przepraszam, co? – zapytała ze zdziwieniem. Nie wierzyła mi. Myśli, że jestem szalony.
-Słyszałaś, żyję po raz drugi. Jakoś to spróbuję ci wytłumaczyć… Więc, ponad sto dni temu, mój brat mnie zabił. Powiedział, że jestem tylko kawałkiem gówna. Wyciągnął nóż i włożył mi w serce. Czy wiesz, jak to bolało? Potem tylko przed moimi oczami widziałem ciemność.  Następnym wydarzeniem jakim pamiętam, to składanie obietnicy, że w nowym życiu odnajdę miłość. Mówiono mi, że to będzie bardzo trudno. Ta miłość na być odwzajemniona. I jak jest? Kochasz mnie, prawda?
-Jesteś szalony! Odejdź! Nie chcę na ciebie patrzeć! – wrzeszczała.  Nie wiedziałem co robić.
-Proszę… Ja mówię prawdę! Selena, proszę. Uwierz mi!
Selena zaczęła uciekać ode mnie. Przecież obiecała mi, że mimo wszystko, zawsze będzie mnie kochać. Ja obiecałem jej, że będę przy niej zawsze i wszędzie. Puściłem się w pogoń za moją miłością. Biegliśmy przez lasy i parki. Wiele ludzi widziało nas i zastanawiali się, co jest. W pewnym momencie zauważyłem, że ktoś wcelowuje broń w stronę Seleny. Pomimo bólu, wyprzedziłem ją.
Selena’s POV
Usłyszałam jedynie strzał. Biegnąc, zauważyłam, że Justin został w tyle. Był ranny. Nie mogłam uwierzyć,  w to co widzę. Szybko zawróciłam.  Krwawił. Jego klatka piersiowa była postrzelona. Nie, nie, nie! To tylko straszny sen!
-Justin! Proszę cię! Obudź się! – krzyczałam – Pomocy! – w tej chwili pocałowałam mojego chłopaka, moją miłość. Lecz mimo moich starań, nic nie udało się zrobić. Zaczęłam płakać. Wyciągnęłam mój telefon, choć wiem, że już było za późno, wykręciłam numer na pogotowie.
W szpitalu powiedziano mi jedno słowo: Niestety.
Co ja zrobiłam?! Właśnie zabiłam własnego chłopaka! Własnego ratownika! Uratował moje życie. To ja, to ja powinnam mu się odwdzięczyć.  Gdybym po prostu nie była taka głupia i nie uciekła, to on by żył! Boże, jestem beznadziejna! Co ze mnie będzie za matka? Powinnam iść siedzieć.  Czy to możliwe,
Że dostaje się nowe życie? Czy on mówił prawdę?
Po powrocie ze szpitala wzięłam żyletkę. Wszystko zaczyna się od nowa.  Jednak przy przyłożeniu jej do nowego miejsca, coś w mojej głowie się zaświeciło.

-Austin.

~
Przepraszam, że rozdziały są takie krótkie, ale po prostu mam pomysłów naprawdę dużo. Chciałam tak zrobić, żeby któreś z nich uratowało komuś życie. Z początku rozmyślałam nad Sel, ale przecież ona jest w ciąży i... no wiecie. Także Justin nie żyje, poświęcił się dla jego miłości.  Nie martwcie się, będą jeszcze ze 2 długie rozdziały (jeśli  nie długie to 4 małe, ofc jak coś wymyślę :D) Dzięki wam za wszystko, szczególnie Marcelinie i Justynie. :) Wiem, że mnie zabijesz Justyna!

–Te słowa wywołały u mnie wielkie zdziwienie #6

Krzyknęłam ze strachu. Ten tajemniczy ktoś popchnął mnie i upadłam. Wszystko mnie bolało. Zaczęłam bardziej płakać. Już nie miałam na nic siły. Powoli odchodziłam od wszystkiego. Nic nie miało sensu.  Poczułam ukucie w brzuchu. Cholera jasna.
-Kim ty jesteś…- wyszeptałam. – Dlaczego to dzieje się tylko mi?
-Nie poznajesz mnie, Selena? – odezwał się.
-Skąd znasz moje imię? Proszę… Zostaw mnie.- błagałam. Złapałam się za  brzuch. Byłam w 3 miesiącu ciąży. Gość był taki bystry, że zdążył to zauważyć.
-Nie martw się. Pozbędziemy się tego! –Te słowa wypowiedział, w tak okropny sposób, że miałam ochotę po prostu wymiotować. Jego twarz wydawała mi się znana. Nawet bardzo dobrze. Jego rysy twarzy były bardzo podobne do mojego ojca. Zaraz… Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. To mój brat. Moje źrenice stały się naprawdę małe. Nie wiedziałam jak oddychać. Wszystko, co zdarzyło się w przeszłości, w tym momencie powróciło. Przed oczami miałam, gdy pierwszy raz zrobił to na mnie.  Tak bardzo potrzebuję teraz Justina. Oddał za mnie życie. Czas na mnie. Czas, żebym do niego dołączyła. W tej chwili popatrzyłam się na mojego brata. Jego mina była groźna.
-Co chcesz ze mną zrobić…?- zapytałam niepewnie.
-Na początek wstań. Wszystko się potem wyjaśni. Może zaczniemy od…
Ku mojemu zdziwieniu przed oczyma pojawiła się osoba, która odmieniła moje życie. Nie wierzyłam nawet, że to prawdziwa sytuacja. To było jak… jak sen. Był cały podrapany, pod okiem miał naprawdę potężną ranę. Krwawiła. Jego włosy były w nieładzie, (nie, żeby mnie to nie kręciło) a ubrania podarte. Oddychał nierówno.
-Nigdy, przenigdy nie dotykaj mojej dziewczyny! – wykrzyknął mój anioł stróż. Czasami zastanawiałam się, czy on nie jest zesłanym dla mnie aniołem. Był taki cudowny. Wręcz niemożliwy do zdobycia. Justin przyłożył Austina do ziemi i szepnął – Nigdy.
Mój brat wstał z ziemi i krzyknął:
-Dzisiaj ci się udało, suko. Zobaczymy co będzie jutro. Pamiętaj, że obserwuję cię. Znam każdy twój krok. Wiem, co robisz. Trzymaj się na baczności. Gdyby nie ten… twój chłopczyk, to byś już dawno była martwa.
-Wypierdalaj! – Justin wrzasnął do niego – Teraz, albo będzie po tob… - nie dokończył, ponieważ zaczął się trząść.  Austin już dawno był daleko. Nie wiedziałam co robić. Mój chłopak! Boże, on umiera!
-Justin! Obudź się! Proszę! Justin! – krzyczałam, ale to nic nie skutkowało. Co ja mam robić?! Pocałowałam go.  To nie był taki zwykły pocałunek. Nigdy, przenigdy nie całowałam go w ten sposób. Widziałam wiele bajek, że pocałunek uzdrawia, ale nie wierzyłam w to, dopóki nie zobaczyłam tego. Justin po prostu się obudził. Zaczął oddychać. Otworzył oczy. Z początku w ogóle nie poznał mnie, ale po chwili odzyskał pamięć i powiedział słowa, które kochałam.
-Dasz się gdzieś zaprosić? – po wypowiedzeniu tych słów, po prostu w moich oczach znajdowała się fontanna łez. Oczywiście szczęścia. Przytuliłam go, tak, jakbym już nigdy nie miała go spotkać. Pocałowałam go i wyszeptałam
-Oczywiście.
Odwzajemnił uśmiech i złożył mi pocałunek na policzku.

-Może do zabrzmi dziwnie, ale muszę ci coś powiedzieć… - powiedział. Te słowa wywołały u mnie niepokój, coś w stylu zmartwienia. Jednak dałam mu pozwolenie i zaczęłam słuchać. Te słowa wywołały u  mnie wielkie zdziwienie. Wręcz nie potrafiłam w nie wierzyć.

~
Rozdział krótki, ale musiałam dzisiaj dodać, bo obiecałam Justynie, a ona bardzo, bardzo tego chciała. Btw., mam nadzieję, że mnie nie będziesz dźgać? :D