10/11/2013

–Te słowa wywołały u mnie wielkie zdziwienie #6

Krzyknęłam ze strachu. Ten tajemniczy ktoś popchnął mnie i upadłam. Wszystko mnie bolało. Zaczęłam bardziej płakać. Już nie miałam na nic siły. Powoli odchodziłam od wszystkiego. Nic nie miało sensu.  Poczułam ukucie w brzuchu. Cholera jasna.
-Kim ty jesteś…- wyszeptałam. – Dlaczego to dzieje się tylko mi?
-Nie poznajesz mnie, Selena? – odezwał się.
-Skąd znasz moje imię? Proszę… Zostaw mnie.- błagałam. Złapałam się za  brzuch. Byłam w 3 miesiącu ciąży. Gość był taki bystry, że zdążył to zauważyć.
-Nie martw się. Pozbędziemy się tego! –Te słowa wypowiedział, w tak okropny sposób, że miałam ochotę po prostu wymiotować. Jego twarz wydawała mi się znana. Nawet bardzo dobrze. Jego rysy twarzy były bardzo podobne do mojego ojca. Zaraz… Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. To mój brat. Moje źrenice stały się naprawdę małe. Nie wiedziałam jak oddychać. Wszystko, co zdarzyło się w przeszłości, w tym momencie powróciło. Przed oczami miałam, gdy pierwszy raz zrobił to na mnie.  Tak bardzo potrzebuję teraz Justina. Oddał za mnie życie. Czas na mnie. Czas, żebym do niego dołączyła. W tej chwili popatrzyłam się na mojego brata. Jego mina była groźna.
-Co chcesz ze mną zrobić…?- zapytałam niepewnie.
-Na początek wstań. Wszystko się potem wyjaśni. Może zaczniemy od…
Ku mojemu zdziwieniu przed oczyma pojawiła się osoba, która odmieniła moje życie. Nie wierzyłam nawet, że to prawdziwa sytuacja. To było jak… jak sen. Był cały podrapany, pod okiem miał naprawdę potężną ranę. Krwawiła. Jego włosy były w nieładzie, (nie, żeby mnie to nie kręciło) a ubrania podarte. Oddychał nierówno.
-Nigdy, przenigdy nie dotykaj mojej dziewczyny! – wykrzyknął mój anioł stróż. Czasami zastanawiałam się, czy on nie jest zesłanym dla mnie aniołem. Był taki cudowny. Wręcz niemożliwy do zdobycia. Justin przyłożył Austina do ziemi i szepnął – Nigdy.
Mój brat wstał z ziemi i krzyknął:
-Dzisiaj ci się udało, suko. Zobaczymy co będzie jutro. Pamiętaj, że obserwuję cię. Znam każdy twój krok. Wiem, co robisz. Trzymaj się na baczności. Gdyby nie ten… twój chłopczyk, to byś już dawno była martwa.
-Wypierdalaj! – Justin wrzasnął do niego – Teraz, albo będzie po tob… - nie dokończył, ponieważ zaczął się trząść.  Austin już dawno był daleko. Nie wiedziałam co robić. Mój chłopak! Boże, on umiera!
-Justin! Obudź się! Proszę! Justin! – krzyczałam, ale to nic nie skutkowało. Co ja mam robić?! Pocałowałam go.  To nie był taki zwykły pocałunek. Nigdy, przenigdy nie całowałam go w ten sposób. Widziałam wiele bajek, że pocałunek uzdrawia, ale nie wierzyłam w to, dopóki nie zobaczyłam tego. Justin po prostu się obudził. Zaczął oddychać. Otworzył oczy. Z początku w ogóle nie poznał mnie, ale po chwili odzyskał pamięć i powiedział słowa, które kochałam.
-Dasz się gdzieś zaprosić? – po wypowiedzeniu tych słów, po prostu w moich oczach znajdowała się fontanna łez. Oczywiście szczęścia. Przytuliłam go, tak, jakbym już nigdy nie miała go spotkać. Pocałowałam go i wyszeptałam
-Oczywiście.
Odwzajemnił uśmiech i złożył mi pocałunek na policzku.

-Może do zabrzmi dziwnie, ale muszę ci coś powiedzieć… - powiedział. Te słowa wywołały u mnie niepokój, coś w stylu zmartwienia. Jednak dałam mu pozwolenie i zaczęłam słuchać. Te słowa wywołały u  mnie wielkie zdziwienie. Wręcz nie potrafiłam w nie wierzyć.

~
Rozdział krótki, ale musiałam dzisiaj dodać, bo obiecałam Justynie, a ona bardzo, bardzo tego chciała. Btw., mam nadzieję, że mnie nie będziesz dźgać? :D 
 

1 komentarz: