Była szósta rano.
Selena spała. To był najlepszy czas, żeby wyjść i przemyśleć wszystko.
Pocałowałem ją w czoło i wstałem. Założyłem jeansy, czarny bezrękawnik
oraz Supry. Po cichu wyszedłem z pokoju.
Minęło 20 minut, a znalazłem się na plaży. Szedłem wzdłuż
oceanu. Zacząłem rozmyślać nad tym wszystkim. Czy w ogóle nadaję się na
ojca, w tak młodym wieku? Mam dopiero 19 lat. Ona też. To wszystko wydawało się
pokręcone. Postanowiłem na chwilę odetchnąć. Wyciągnąłem mojego iPhone 5 i
nałożyłem na uszy czarno-czerwone słuchawki. Chwilę potem muzyka zaczęła
rozbrzmiewać, a ja się relaksowałem po świetną atmosferą. Santa Barbara rano
jest taka cudowna.
SELENA’S POV
Obudziłam się po usłyszeniu jakiegoś trzasku. Również obok
siebie nie poczułam Justina. Ciągle myślałam o cięciu. Tak bardzo tego
potrzebowałam. Ale nie teraz. To nie był czas.
-Justin?- zawołałam. Wiedziałam, że tak będzie. Zostawił
mnie. Zaczęłam chodzić w kółko, szukając
czegoś ostrego. Gdy już miałam coś brać,
ktoś otulił mnie od tyłu i zaczął całować moją szyję. Justin.
-Tęskniłaś?- zapytał.
-Nie, tylko umarłam, bo mi się nudziło. Tak naprawdę to już
miałam to zrobi…
-Nie. Nigdy ciebie nie zostawię – stwierdził – Spójrz, tylko
wyszedłem się przejść. Już jestem –uśmiechnął się i musnął moje usta – na
zawsze.
Następnym jego ruchem
było przytulenie. Popatrzyłam się prosto w jego oczy. Można było zobaczyć tam milion znaków. Jednak, ten
jeden, był mi dobrze znany. Miłość. W jego oczach aż szalała. Nie mam pojęcia,
co bym robiła, czy w ogóle bym żyła, gdybym go nie spotkała tamtego poranku.
-Justin, muszę ci powiedzieć prawdę. – powiedziałam
On tylko kiwnął głową i popatrzył tym wzrokiem.
-Gdy byłam miałam ok.
12 lat moja mama zmarła na raka nerki. Dzień w dzień płakałam za nią, mówiąc, że wszystko będzie dobrze. Niestety,
krótko potem, w piątkowy wieczór szłam do koleżanki porozmawiać . Tak po
prostu. Godzinę później kazałam tacie przyjechać po mnie. Padało. Można nawet
powiedzieć, że lało. Mój tato był blisko domu Sorayi, gdy nie zauważył auta,
któro jechało bez świateł. Zginął na miejscu. Następną osobą była moja młodsza
siostrzyczka, Regina. Tak cholernie ją kochałam. Miała zaledwie pół roku, a lekarze
powiedzieli, że wykryto u niej raka nerki. Zostało jej tylko 2 miesiące. Nie
dłużej. Opiekowałam się nią, jakby była
moją córką. Niestety, nadszedł jej czas. I zaczyna się teraz sprawa z moim
ukochanym braciszkiem. Austin, myśląc, że jest już dorosły, postanowił
wypróbować coś na mnie. Rozumiesz? Wypróbować! Więc to się zaczęło. Zaczął to robić. Molestować mnie. Nie
wytrzymałam. Zaczęłam się ciąć i uciekłam z tego domu. Potem poznałam Louis’a.
Kochaliśmy się. Mówił, że nigdy mnie nie opuści. A co się stało? Rok po, a
dokładnie w rocznicę, zaczął mnie bić.
Wtedy, gdy zjawiłeś się ty, zrobił to ostatni raz. Do dziś nikt mnie nie
nadużywał. Wiesz jak bardzo cię kocham?
– łzy spływały po moich policzkach. Chęć pocałowania go była konieczna. Jak na
zawołanie, Justin położył jego usta na moich i tak zaczął się namiętny
pocałunek. Chciałam go całować dniami i nocami.
A to dziecko, które teraz noszę
jest jedyną nadzieją, że on zostanie ze mną na długo.
-Kocham cię, tak bardzo mocno –powiedziałam, wciąż płacząc.
On tylko się uśmiechnął.
Był taki wspaniały. Co ja takiego
zrobiłam, że na niego zasłużyłam?
Z myśleń wyrwał mnie
przerażający wrzask. Doskonale znam ten głos. Alex. Popatrzyłam się na Justina ze zmieszaną miną.
-Schowajmy się. Szybko! – rozkazał. Zrobiłam to, co chciał. Justin złapał mnie za
rękę schowaliśmy się za drzwiami. – Bądź cicho.
Alex po raz kolejny odnalazł nas w hotelu. Ostatnio
zastanawiałam się, jak on to robi, że nas cały czas odnajduje… W pewnym
momencie, gdy Alex wszedł w poszukiwaniu nas do łazienki (naprawdę nie mam
pojęcia czego tam szukać) Justin dał mi znak, że mamy uciekać z pokoju.
Całkowicie nie obchodziło go to, jakie konsekwencje mogą z tym graniczyć. Że po drodze mogą jacyś
„jego” ludzie stać i tylko czekać. Nie wiem, gdzie i kiedy on się tego
nauczył, ale wyszliśmy z ich rąk, jak mydło. (Jeśli wiesz o co chodzi) Moje
życie było szalone. To tak, jakbym przeżywała ciągle to samo. Poznawanie
chłopaka, zostawienie mnie, cięcie (chociaż Justin Bieber mnie nie zostawił, to
wciąż mam wątpliwości) i potem ten cały Alex. Jak to możliwe? Przecież był
dopiero w naszym pokoju. Zmieniliśmy pokój tak, żeby nikt nas nie odkrył.
Jednak dziękuję losowi za spotkanie Justina. Szliśmy lasem. Las. Dlaczego, to
zawsze kojarzyło mi sie z jednym? Nasz pierwszy spacer po lesie był czymś
wyjątkowym. Tutaj poczułam, ze coś mnie z nim łączy. Złączyłam rękę z moim
chłopakiem i szliśmy.
-Dokąd my mamy pójść?
Wszędzie jest niebezpiecznie - na mojej twarzy znalazło się kilka łez. -
wszędzie jest niebezpiecznie. - powtórzyłam.
-Dlaczego mamy stąd iść? -zapytał.
-Spójrz, nasze życie
jest zagrożone. W dodatku za kilka miesięcy urodzi nam sie dziecko. To... To
trudny okres dla nas...
-Wszędzie jest
niebezpiecznie. Nie martw się na zapas. Będę zawsze z tobą.
-Justin, to nie chodzi
o to… Ja tylko… Nieważne. Martwię się byle czym. Przepraszam. –odparłam.
Justin tylko się uśmiechnął i zaprowadził mnie na ławkę. Usiedliśmy.
Była niezręczna cisza. Żadne z nas nie
wiedziało co powiedzieć. Patrzyliśmy się w jakiś krzak. Nagle dziwnie się poruszył. Popatrzyłam na Justina miną
pytającą. On też.
-Nie ruszaj się. Pod żadnym pozorem. – wyszeptał w moje
ucho.
Przełknęłam ślinę i się nie ruszałam. Myślałam o wszystkim. To mogło być wszystko.
A jeśli to Alex? Nigdy nie będziemy bezpieczni. Naprawdę nie wiem po co on nas cały ten czas szuka. A jak już znajdzie,
to mu uciekniemy. Przestałam rozmyślać nad Alex’em, gdy zza krzaka wyszedł
wilk. Zaczęłam płakać. Był biały, a oczy
miał szaro-niebieskie. Wilk podszedł do nas, obwąchał. Długo zastanawiał się,
co z nami zrobić. Zawył i uciekł.
-Jestem potwornie przera…
-Cicho! – rozkazał Justin. Ma słuch jak sowa. Wilk powrócił.
Jednak jak na nasze nieszczęście - z
resztą stada. Nie opłacało się biec, bo gdybyśmy to zrobili, to dawno by nas
zabił. Boję się, że stracę dziecko, że stracę Justina, że stracę siebie. Dopiero teraz zrozumiałam, jakim darem jest
życie. Oddałabym wszystko, co mam za to, żebym została chociaż jeszcze jedną
noc życia. Z Justinem. W tym momencie nie mogliśmy więcej ryzykować.
Ale Justin, jak to Justin powiedział, coś co bardzo mi się nie spodobało.
-Uciekaj.
-Ja? Sama?- Stałam bez ruchu.
-Uciekaj! – powtórzył wyraźnie zły.
W tej chwili zaczęłam uciekać. Zaczęłam płakać. Wilki mnie
nie atakowały. Justin? Co z nim? Czy on właśnie ryzykuje dla mnie życie?
Biegłam w stronę światła. Biegłam i biegłam. Nagle przed oczami przeleciało mi
coś lub ktoś, kogo nigdy w życiu nie
widziałam. Postać była ubrana na czarno. Biegła za mną. Zaczęłam bardziej
płakać. W tyle, z wilkami została miłość mojego życia. Ktoś, kto dał sens
mojemu życiu, najprawdopodobniej teraz umiera, chroniąc mnie. Co ja mam zrobić?
Obiecał, że zawsze przy mnie będzie. To ja chcę być zawsze przy nim. Kocham go
najmocniej na świecie. Gdy wybiegłam z
parku poczułam coś wilgotnego w nogach. Cholera jasna. Tu jest bagno. Nie mam czasu do stracenia, muszę iść, muszę
uciekać. Odnajdę go wśród gwiazd. Nagle za plecami poczułam czyjąś obecność.
Czekam na kolejny rozdział C: Wydaj książkę xD
OdpowiedzUsuńz wielką chęcią. :)
UsuńZmiany czcionki i rozmiaru tekstu mieszają mi w głowie, ale pomysł bardzo ciekawy <3
OdpowiedzUsuń