10/19/2013

–Je t’aime #12

Serce biło mi jak szalone,  nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Krzyk wydobył się z moich ust. Obróciłam się  za siebie. Nikogo nie było. Spojrzałam na lustro. Justin był smutny. Otarłam oczy ze zdziwienia. Pobiegłam do lustra i zaczęłam płakać. Justin ruszał ustami, jakby chciał powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Byłam zmieszana. Nie wiedziałam co robić. Upadłam na ziemię i zwinęłam się w kołyskę. Łzy atakowały moją twarz.
Justin’s POV
Zauważyła mnie. To lustro to istny cud. Bardzo martwiło mnie jej zachowanie. Płakała, a ja nic nie mogłem zrobić.  Ktoś powiedział, że mogę powrócić tylko, jeśli ona wypowie to słowo. Nie ustalałem zasad, ale to musi być naprawę dziwne słowo. W każdym razie… Jak kto woli. Według mnie język francuski jest językiem przepięknym, ale Selena… Nie sądzę, że lubi  uczyć się języków.  Miała powiedzieć niesamowite „Je t’aime”. Tłumacząc na angielski, po prostu „Kocham Cię”. Selena w końcu wstała i podeszła do lustra. Tak naprawdę stałem za nią, ale ona widziała mnie tylko w nim.
-Dlaczego… Dlaczego to właśnie ty? Dlaczego… - zadawała to pytanie od dobrych pięciu minut. Ja tylko mogłem pokazać jej swój smutek. Posłałem jej buziaka i powiedziałem, choć ona tego nie słyszała,  że ją kocham. Uśmiechnęła się smutno. I powiedziała, że też mnie kocha. Uśmiechnąłem się.

Miesiąc później
Nobody’s POV
Selena była zadowolona z tego, że znalazła ten dom. Jednak najbardziej dziękowała, za to, że znalazło się w tym domu lustro. Mogła w nim się komunikować z Justinem.  Bawiła się w tym pokoju, gdzie stało, z Sophie. Justin tylko się śmiał i uśmiechał. W jego oczach była miłość. Ona też była w nim zakochana. Cały czas myślała, co by było, gdyby poczuła go naprawdę. Przy niej. Justin ciągle doprowadzał ją do uśmiechu, sprawiał, że chęć życia była nie do opisania. Dawał jej nadzieje, której tak bardzo potrzebowała. Uważała, iż Sophie szybciej nauczy się chodzenia. Jak na razie, miała tylko dwa miesiące, więc jeszcze był czas. Selena postanowiła przygarnąć psa. Nazywał się Louis. Pies był pomysłem doskonałym. Mimo tego, że miał już swoje lata.  Zawsze marzyła mieć psa, jednak rodzice jej nie pozwalali. Potem została z bratem… I wszystko się zaczęło od nowa. Poznawanie chłopaka, zdrada, bicie. Następnie znalazła Justina… Selena już zapomniała o samookaleczaniu się. Cieszyła się, że spotkała Justina w tak dziwaczny sposób. Justin również był szczęśliwy, że ją spotkał.  Ona doceniała radość z życia, a on cieszył się z tego, że nie żył. Przynajmniej wtedy mógł zobaczyć, że komuś na nim zależy. Był zadowolony z tego, że ma taką piękną kobietę obok siebie i córkę, dla której mógłby zrobić dosłownie wszystko. Jednak niepokój zaczął się, gdy Selena zapytała się jak przywrócić Justina do życia.
Selena’s POV
Wiedziałam już, że nie mogłam go usłyszeć. Jedynie on mnie słyszał. Wiedział dokładnie o co mi chodzi. Mogłam tylko wyczuć, co próbuje powiedzieć. Poruszał ustami w znaku „i love you”. Chwilę się zastanawiałam o co chodziło, jednak odpowiedziałam mu, że ja też go kocham. Klepnął się w czoło.
-Ej… Co? Przecież to prawda! – powiedziałam z uśmiechem. On tylko odwzajemnił uśmiech. I wyszeptał „ja ciebie też.” Jego usta zaczęły się poruszać. Próbowałam zrozumieć o co chodzi. Wskazał palcem na mnie i wyruszał ustami „francuski”. Nie do końca to zrozumiałam.
-Ja mam do jechać do Francji? Dlaczego? – zapytałam. Justin pokręcił przecząco głowę. –Więc o co chodzi?
Justin rozglądał się po pokoju. Szukał czegoś, co mogłoby pomóc w znalezieniu pomocy dla mnie. Zauważył słownik języka francuskiego. Nie mógł go wziąć na ręce, więc po prostu pokazał mi liczbę na palcach. Strona 26. Szybko podbiegłam do słownika i otworzyłam daną stronę. Przypomniałam sobie wcześniejsze pokazy Justina. Szukałam tego słowa. Jednak szybko znalazłam.

-Kocham cię? – zapytałam – Mam powiedzieć „kocham cię” po francusku? – Pokiwał głową z wielkim uśmiechem na twarzy. Jego uśmiech był taki cudowny. Tak bardzo byłam szczęśliwa, że go zobaczę. –Je t’aime. –wypowiedziałam te słowa w całkowitej powadze, z zamkniętymi oczami. Nie zauważyłam Justina w lustrze. Chwilę potem usłyszałam wrzask w pokoju Sophie. Nie mogłam uwierzyć, w to, co zobaczyłam. 
~~
Hej! 
 ♡ Chcę poinformować, że mój fan fiction dochodzi końcu. Postaram się, żeby ostatni rozdział totalnie was zaskoczył. Dziękuję, że czytacie i przepraszam za jakiekolwiek błędy. 

10/18/2013

–Odbicie lustra #11

Policjanci wyszli z mojego pokoju. Delikatnie pocałowałam Sophie i nakarmiłam ją. Chwilę później zasnęła. Położyłam ją, a sama wstałam po coś do jedzenia. Wciąż myślałam o tym, co się stało około dwie godziny temu. Jakim cudem Noah mnie znalazł? Przecież Kanada jest daleko stąd! Znajdowałam się w kuchni i przygotowywałam sobie jedzenie. W myślach układałam sobie wiele sytuacji. Jedną z nich był Justin, przytulający mnie w tym momencie. Ja i on, kołyszących się. Cudowne marzenia.
Justin’s POV
Widziałem jej myśli. Oczywiście objąłem ją, lecz ona tego po prostu nie czuła. Nasza córka była przepiękna. Bardzo przypominała mi jej mamę.  Jest mi naprawdę źle z myślą, że nie żyję. Tak bardzo pragnę ją całować, tulić. Cokolwiek. Od kilku godzin męczyła mnie myśl, dlaczego Selena jeszcze nie oddała Sophie do adopcji. Miała takie plany. Jednak cieszyłem się, że tego jeszcze nie zrobiła.
Selena’s POV
Poczułam coś na sobie. Odczuwałam to zawsze, gdy myślałam o takich bliskich sytuacjach z Justinem. Jednak zignorowałam to uczucie i kontynuowałam robienie kolacji. Krótko po tym wyciągnęłam swojego białego MacBooka i włączyłam cicho relaksującą muzykę. Przeglądałam, do niedawna, ulubioną stronę. Coraz bardziej denerwowały mnie nowe obrazki. Dzisiejsza młodzież potrafi być naprawdę okropna. Wyłączyłam tą stronę i odłożyłam z hukiem laptopa. Długo nie wierzyłam w to, co zobaczyłam.  Wszędzie było napisane, że jestem kryminalistką. Były moje zdjęcia, imię i nazwisko. Łzy zaczęły mi spływać po twarzy. Miałam ochotę zniknąć z tego świata. W tym momencie popatrzyłam się na Sophie. Minęły już dwa tygodnie po powrocie z szpitala. Kochałam ją. Potem postanowiłam coś, co nawet zaskoczyło samą mnie. Nie oddam jej. Będę ją wychowywać. Chcę, żeby miała jak najlepsze dzieciństwo. Wiedziałam, że to będzie trudne wyzwanie. Przecież miałam dopiero dziewiętnaście lat… Ale na początek,  żeby zapewnić jej dobre dzieciństwo, muszę wynająć mieszkanie.
Po długim myśleniu, w końcu wzięłam z powrotem na kolana MacBooka i przeglądałam propozycje mieszkań. Było ich naprawdę wiele. Jednak postanowiłam wybrać niewielki domek. Po tym ogłoszeniu sięgnęłam po mój portfel i zajrzałam do niego. Miałam wystarczająco pieniędzy, aby kupić ten domek. Wyciągnęłam swojego iPhone i zadzwoniłam do właściciela. Rozmowa trwała bardzo krótko. Można będzie się do domu wprowadzić dopiero jutro. Westchnęłam i położyłam się spać, ponieważ była już północ.
Rano postanowiłam się spakować. Sophie również wydawała się szczęśliwa. Zamówiłam taksówkę, ale jeszcze wcześniej nakarmiłam Sophie. Zapłaciłam za pokój i wyszłam z hotelu. W końcu będę mieć szansę na nowe, spokojne życie. Taksówka pędziła pod wskazany adres. Jak dotarliśmy na miejsce, taksówkarz pomógł mi wnieść rzeczy. Podziękowałam mu i weszłam do domu.

Dom był niesamowity. Niby niewielki, ale dla mnie i Sophie był spory. Miał basen i niewielki ogródek. Ucieszyłam się z tego  powodu. W domu znajdował się pokój dla Sophie. Był tam kojec i wiele zabawek. Łzy radości pojawiły mi się w oczach.  Włożyłam dziecko do kojca, a ona od razu zasnęła.  Postanowiłam porozglądać się po domu. Był taki uroczy. Zawsze marzyłam o takim domu. Był zwykłym domem kalifornijskim, ale miał coś w sobie. Tę magię. Kuchnia była mała, ale cudowna. Łazienka też miała ten urok. Zakochałam się w tym domku.  Wyobraziłam sobie mnie i Justina obojga w tym domu, szczęśliwych. Uśmiechnęłam się smutno. Tak bardzo mi go brakuje. Szczęście, jakie mi dał był czymś niewiarygodnym.  W końcu dotarłam do mojego pokoju. Było tam duże łóżko, szafa i lustro. I pomyśleć, że zapłaciłam tak mało za ten dom… W pewnej chwili oglądałam siebie w odbiciu lustra, gdy zobaczyłam odbicie Justina za moimi plecami.

10/17/2013

–Kim jest ojciec dziecka? #10

Selena’s POV
Dwa tygodnie po narodzinach  mojej i Justina córki, Sophie, lekarze pozwolili mi pójść do domu. Zamówiłam taksówkę. Taksówka pędziła ulicami Santa Barbara. W końcu znaleźliśmy się niedaleko prawie-domu, na ulicy Anacapa St. Oglądałam przez okno domy. W nich były szczęśliwe rodziny. Dzieci bawiły się z psami. Szybko przypomniałam sobie,   że nigdy nie będę mieć szczęśliwej rodziny. Wjechaliśmy na ulicę Cabrillo Blvd. Od razu poczułam ten piękny zapach oceanu. Przypomniałam sobie dzień, w którym zostałam porwana. Popatrzyłam na Sophie. Tak słodko spała. W ogóle, inaczej wyobrażałam sobie bycie matką. Myślałam, że dziecko będzie ciągle płakać. A co widzę? Ani słowa.
W końcu dotarliśmy do hotelu. Wzięłam na ręce moje nowonarodzone dziecko. Dziwnie to wyglądało, ponieważ niosłam dzieciaka bez jakiejkolwiek ochrony. Tylko na zwykłych rękach.  Po drodze kupiłam zbędne rzeczy dla Sophie. Zaczynam się do niej powoli przyzwyczajać.  To bardzo źle.
Wchodząc do pokoju poczułam jakiś wiatr. Okno było przecież cały czas zamknięte. Zaczynam już mieć dość hoteli. Muszę coś wynająć… Ale skąd wezmę pieniądze? Rozmyślenia nad pieniędzmi skończyły się, gdyż Sophie zaczęła płakać. Teraz trzeba jej dać jedzenie. Położyłam moje dziecko na łóżku, w bezpiecznym miejscu, i podeszłam do torby z zakupami.  Szukałam jedzenia. Do głowy przyszła mi jedna myśl. Zewnętrznie walnęłam się w czoło. Przecież niemowlaka karmi się piersią. Nie wiem skąd, ale przed oczami zobaczyłam uśmiechającego się Justina. Pojedyncze łzy spłynęły mi po policzkach. Podeszłam do malucha i zaczęłam karmić.  Około 15 minut później Sophie zasnęła. W środku byłam szczęśliwa, że da mi w końcu spokój (chociaż wcale mnie nie męczyła). Zamknęłam oczy. Chciałam się zrelaksować, gdy nagle ktoś zapukał do pokoju. Przeklnęłam w duchu. Ku mojemu zdziwieniu w drzwiach pojawił się mój były chłopak.
-Co ty tu, do jasnej cholery, robisz?! –starałam się nie krzyczeć, ponieważ dziecko spało. Nie mogłam uwierzyć,  w to, co się stało. Noah popchnął mnie na ścianę, potem zatrzasnął tak drzwi, że Sophia się obudziła. Zaczęła płakać. On, jakby tego nie rozumiał, po prostu rozdzierał ze mnie ubrania. Krzyczałam, że nie chcę. Postanowiłam zrobić coś, czego nigdy bym się nie spodziewała. Kopnęłam Noaha w jego czuły punkt. Zwijał się z bólu na ziemi. Szybko otworzyłam drzwi i zawołałam o pomoc. Następnym czynem, jakim zrobiłam, było pobiegnięcie do m o j e g o dziecka i przytulenie jej. Pomoc nadbiegła bardzo szybko.
-Słyszeliśmy pani pomoc!- zawołał jeden facet.
-Ten człowiek próbował mnie zgwałcić! – Wskazałam palcem na Noaha.
-Zadzwońcie na policje! – zaproponował jeden. Rudy, szczupły chłopak wyciągnął swojego iPhone 5 i zadzwonił.
Dziesięć minut potem policja pojawiła się w moim pokoju. Trzymając dziecko, odpowiadałam na pytania.
-Czy aresztowany Noah Buchmann usiłował panią molestować? – zapytał jeden z policjantów.  Pokiwałam głową. Ostatnie pytanie po prostu wywołały u mnie fontannę łez.
-Kim jest ojciec dziecka?

-Justin. Justin Bieber. Nie żyje.

10/13/2013

–Kelsey #9

Selena’s POV
Było zimno.  Ukradkiem, zobaczyłam wiele ludzi, którzy spieszyli się do pracy. Byłam słaba. Już żadne słowo nie potrafiłam z siebie wydusić. Myślenie było dla mnie czymś ciężkim. Jednak musiałam iść dalej. Znalazłam jakiś hotel i wzięłam pokój. Ciepła atmosfera uderzyła o moją skórę, jednak zignorowałam ją. Wchodząc do pokoju rozejrzałam się. Byłam już przyzwyczajona do zmieniania co chwilę pokoi. Jednak ten był taki inny, taki dziwny.  Położyłam się na wielkim łóżku i zapadłam w głęboki sen.  W głowie zobaczyłam przepiękny obraz. Nigdy nie podziwiałam moich snów, bo były one bardzo złe, brutalne.  W moim śnie był Justin, trzymający nasze dziecko. Był uśmiechnięty. Ja również.  Nagle ze snu wyrwało mnie skrzypnięcie deski. Miałam przyspieszony oddech. Bałam się.
-K-k-kto tu jest? –zapytałam.
Justin’s POV
Widziałem wszystko. Cały sen. Wiedziałem o czym myśli. Wszystko. Byłem obok niej. Trzymałem ją za rękę. Jednak ona tego nie czuła. Nie czuła niczego. Potrzebowałem jej tak bardzo. Nie mogłem znieść tego jej smutku. Ciągłej rozpaczy za mną. Nie sądziłem, że może usłyszeć moje kroki. Ale jednak? Obudziła się.  Chciałem powiedzieć jej, że to tylko ja. Jej myśli całkowicie mnie zaskoczyły. Skąd ten pomysł?
„Jeśli to ktoś z gangu? Alex? A jeśli to mój brat? Dlaczego wszystko dzieje się tak szybko? Dlaczego tak okrutnie potraktował mnie los? Czy jest tu coś ostrego… Potrzebuję tego, tak bardzo.”  Chciała wstać z łóżka, jednak coś ją zatrzymało. Czy ona mnie zobaczyła? Jednak jej oczy były skierowane na coś innego. Poza mną. Była wystraszona. Rzuciłem oczami na to, co ona patrzyła. W kącie coś się ruszało.

Selena’s POV
Byłam zmieszana. Widziałam, że ten ktoś patrzył swoimi oczami na mnie. Nie potrafiłam opisać swojego strachu. W końcu postanowiłam przełamać to i odezwałam się.
-Kim jesteś?
Z cienia wyszło dziecko. Była naprawdę ładna. Płakała.  Ale, cholera jasna, co robiła w moim pokoju?! Podbiegła do mnie i się przytuliła.
-Pomóż mi, proszę – dzieciak powiedział to z typowym kanadyjskim  akcentem.
-Co ci się stało?- wystraszyłam się wielkiej rany jej na policzku. – Jak się nazywasz? Gdzie są twoi rodzice?
-Zostawili mnie. – powiedziała ze smutkiem.
-Ile ty masz lat?
-Dziesięć. – odpowiedziała.
-I mówisz, że rodzice cię zostawili? W jakim sensie…? – próbowałam wydawać się spokojna, jednak chyba mam do czynienia z moją przeszłością. To znaczy, moi rodzice zmarli. – Jak ci na imię?
-Kelsey – odpowiedziała.
-Piękne imię. Jesteś głodna?
-Tak.
Wzięłam ją za rękę i wyszłyśmy z pokoju. Naprawdę miałam wielkie obawy co do niej. Jeśli rodzice ją zostawili, to co robiła w moim pokoju? Szybko znalazłyśmy się na dole w poszukiwaniu jedzenia. Wzrokiem szukałam osoby, która wydawałaby się na kogoś szukającego dziecka.  Jednak,  nikogo nie zauważyłam. Trudno się mówi. Coś wymyślę.  Znalazłam w końcu jedzenie. Podałam to Kelsey. Widać, że była naprawdę głodna.  Bacznie ją obserwowałam. Miała szare oczy, a włosy koloru blond. Była strasznie chuda, co mi się nie podobało.  Nagle w brzuchu poczułam dziwne uczucie. Bardzo bolało. Zaczęłam krzyczeć. Dziecko, dziecko.
Justin’s POV
Nie wiedziałem, że czas tak szybko mija i już dziecko się urodzi. W końcu zobaczę tą śliczność. Selena krzyczała. Nawet nie wyobrażałem sobie, jak ją to bardzo boli. Podążałem za karetką. Dziewczynka, która znalazła się w jej pokoju również pojechała. Godzinę później zobaczyłem moje dziecko. Było piękne. Do Seleny podeszła lekarka.
-Gratulacje –powiedziała z uśmiechem na twarzy. Selena też się uśmiechnęła. Tego potrzebowałem od tak dawna. Chcąc zobaczyć jej uśmiech. W głowie pojawiły mi się przykre wiadomości „Muszę oddać to dziecko. Justin nawet je nie widzi. I najprawdopodobniej nigdy nie zobaczy.” –Jak pani ją nazwie? – dodała szybko lekarka. Mina Seleny świadczyła o przykrej rzeczy. Bałem się tego usłyszeć z jej ust. Proszę, nie mów tego…
-Oddam je. – powiedziała słowa, które zabolały mnie tak bardzo.  Pani doktor udawała smutną. Selena to zauważyła. Posłała jej dziwne spojrzenie. Podszedłem do łóżka, w którym leżała moja kobieta z naszym dzieckiem. Ucałowałem ją.  Selena poruszyła się tak, jakby coś poczuła. Zrobiła dziwną minę.

-Poczułaś coś? – zapytałem. Nie odzyskałem odpowiedzi. Moje nadzieje wygasły. Jednak miałem pewien pomysł. Nawet dziękuję, że ta dziewczynka się „ukazała”.

10/12/2013

–SMS #8

Podążałam szarym chodnikiem. Pod oczami znajdowały się tylko ciemne podkowy. Nie spałam już od tygodnia. To bardzo źle. Moje dziecko może ucierpieć. Jak ja sobie z nią lub nim poradzę? Zaczęłam płakać. Usiadłam na najbliższej ławce i postanowiłam to wszystko przemyśleć.  Oddam dziecko do adopcji. To będzie najlepsze dla niego. A co zrobię ze sobą, pomyślę potem. Co jeśli naprawdę Justin miał rację? Jeśli istnieje życie? Jeśli dostajemy nowe życie? Gdybym się zabiła, byłabym z nim. Wstałam z ławki i ruszyłam do miejsca, gdzie chodziłam codziennie. Cmentarz. Po drodze widziałam wiele szczęśliwych ludzi. Z czego oni się tak cieszą?! Wszyscy byli szczęśliwi. Oprócz mnie.
-Dlaczego, dlaczego to właśnie ty, dlaczego  ty? – te słowa powtarzałam codziennie do jego grobu. Nigdy inne. Jednak postanowiłam coś dodać – Wiesz, że kocham cię najbardziej na świecie? Wiesz to, prawda? Najbardziej na świecie! Gdybym nie była taka głupia i nie uciekła od ciebie, to byś żył. I byłbyś ze mną. Na zawsze. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie. To, w którym usiadłeś obok mnie i czekałeś, aż przestanę płakać. Zawsze ci się udawało. Pamiętam też, kiedy byliśmy w lesie. Gdy pocałowałeś mnie po raz pierwszy. To wszystko było takie… takie niesamowite, nieznane. Byłeś moim ratownikiem. Poświęciłeś się dla mnie. Dziękuję ci za wszystko… I  przepraszam, że to nie ja właśnie jestem na twoim miejscu. – wszystkie słowa powiedziałam szepcząc. Łzy, które wydawały się bez końca, wciąż były na mojej twarzy. Dalej nie potrafiłam wypowiedzieć ani słowa. Byłam sparaliżowana. Jakby mój świat zawalił się kilkakrotnie. W niewidocznym miejscu,  obok drzewa, stał Austin. Zauważył mój wzrok na jego. Uśmiechnął się. Co za podła świnia. Nienawidzę jego. Szybko postanowiłam „zdjąć” z niego wzrok, jednak zaczynał do mnie powoli podchodzić. Nie wiedziałam co robić. Czy uciekać, czy stać. Moje nogi nie wykonywały żadnego ruchu. Gdy znalazł się przy mnie, wypowiedział słowa, które od razu znienawidziłam.
-To miałaś być ty. Jednak ten twój chłopak cię obronił. Szkoda, że stracił życie za taką sukę. – zaśmiał się bezczelnie. W moich oczach znajdowała się nienawiść. Chęć zabicia go była niewyobrażalna. Ale miał rację. Po co komu tracić dla mnie  życie? Ostatecznie, to ja powinnam oddać komuś życie. Mój tato, moja mama, mój Justin poświęcili się dla mnie. Własnym życiem. W dodatku mój brat, którego nienawidziłam tak bardzo, teraz mi to wypomina. Najlepszym wyjściem byłoby odejście. Na zawsze. Spotkałabym tam osoby, które kochałam z całego serca. Jednak coś, a raczej  ktoś, mnie ciągle powstrzymywał. Wyciągnęłam swojego czarnego iPhone i spojrzałam na jego ekran. Jak ja dawno patrzyłam na telefon. Była tam wiadomość.
„Czy dasz się gdzieś zaprosić?” To są zwykłe słowa, ale dla mnie były tak wyjątkowe, jak nowy telefon. Justin napisał to miesiąc temu. Naprawdę, gdybym mogła, to cofnęłabym czas i wszystko naprawiła. Nie uciekłabym od niego. Cholera jasna, kochałam go tak bardzo. Uratował mnie z wszystkich sytuacji, niczym anioł. Moje przypuszczenia jednak okazały się prawdą. Zrobiłabym, oddałabym wszystko, co mam za to, żeby go zobaczyć, choć jeszcze jeden raz.

Justin’s POV

Nie żyję po raz drugi. To okropne. Naprawdę. Choć udało mi się znaleźć miłość w ciągu 100 dni, nie żyję. Dostałem jednak ostatnią szansę. Nikt nie może mnie zobaczyć. Jedynie ja mogę. Będę aniołem stróżem Seleny. Moje stróżowanie wygląda jak 24/7. Wszędzie. Będę ją pilnować. Ona nie może mnie usłyszeć, nie może też mnie zobaczyć. Mogę ją kontrolować, czytać jej myśli. Jednak, istnieją pewne słowa. Słowa, które pomogą jej zobaczyć i usłyszeć mnie. Na początek trzeba tylko ją nakierować na ślad. Jest wyjątkowa. Uda jej się. Wierzę w to.

10/11/2013

–Usłyszałam jedynie strzał #7

Justin’s POV
-Czy mimo wszystko dalej będziesz mnie kochać? – zapytałem.
-Tak, obiecuję.
-To dość skomplikowane…- wciąż zastanawiałem się nad powiedzeniem jej to. Ale dzisiaj mijają te cholerne sto dni. Do dzisiaj miałem czas.  Nie ma na co czekać. Po prostu jej powiem. – Selena, czy wiesz, że kocham cię najmocniej na świecie? I że nic tego nie zmieni?
-Justin, po prostu powiedz.
-Selena, to nie jest takie proste. –widać było po jej minie, że jest obojętna. Zacząłem więc mówić.
-Jeśli będzie ci się wydawać to szalone, to po prostu odejdź…
-Nigdy.- rzekła. To słowo było dla mnie satysfakcją, której potrzebowałem.
-Selly,  żyję już drugi raz.
-Przepraszam, co? – zapytała ze zdziwieniem. Nie wierzyła mi. Myśli, że jestem szalony.
-Słyszałaś, żyję po raz drugi. Jakoś to spróbuję ci wytłumaczyć… Więc, ponad sto dni temu, mój brat mnie zabił. Powiedział, że jestem tylko kawałkiem gówna. Wyciągnął nóż i włożył mi w serce. Czy wiesz, jak to bolało? Potem tylko przed moimi oczami widziałem ciemność.  Następnym wydarzeniem jakim pamiętam, to składanie obietnicy, że w nowym życiu odnajdę miłość. Mówiono mi, że to będzie bardzo trudno. Ta miłość na być odwzajemniona. I jak jest? Kochasz mnie, prawda?
-Jesteś szalony! Odejdź! Nie chcę na ciebie patrzeć! – wrzeszczała.  Nie wiedziałem co robić.
-Proszę… Ja mówię prawdę! Selena, proszę. Uwierz mi!
Selena zaczęła uciekać ode mnie. Przecież obiecała mi, że mimo wszystko, zawsze będzie mnie kochać. Ja obiecałem jej, że będę przy niej zawsze i wszędzie. Puściłem się w pogoń za moją miłością. Biegliśmy przez lasy i parki. Wiele ludzi widziało nas i zastanawiali się, co jest. W pewnym momencie zauważyłem, że ktoś wcelowuje broń w stronę Seleny. Pomimo bólu, wyprzedziłem ją.
Selena’s POV
Usłyszałam jedynie strzał. Biegnąc, zauważyłam, że Justin został w tyle. Był ranny. Nie mogłam uwierzyć,  w to co widzę. Szybko zawróciłam.  Krwawił. Jego klatka piersiowa była postrzelona. Nie, nie, nie! To tylko straszny sen!
-Justin! Proszę cię! Obudź się! – krzyczałam – Pomocy! – w tej chwili pocałowałam mojego chłopaka, moją miłość. Lecz mimo moich starań, nic nie udało się zrobić. Zaczęłam płakać. Wyciągnęłam mój telefon, choć wiem, że już było za późno, wykręciłam numer na pogotowie.
W szpitalu powiedziano mi jedno słowo: Niestety.
Co ja zrobiłam?! Właśnie zabiłam własnego chłopaka! Własnego ratownika! Uratował moje życie. To ja, to ja powinnam mu się odwdzięczyć.  Gdybym po prostu nie była taka głupia i nie uciekła, to on by żył! Boże, jestem beznadziejna! Co ze mnie będzie za matka? Powinnam iść siedzieć.  Czy to możliwe,
Że dostaje się nowe życie? Czy on mówił prawdę?
Po powrocie ze szpitala wzięłam żyletkę. Wszystko zaczyna się od nowa.  Jednak przy przyłożeniu jej do nowego miejsca, coś w mojej głowie się zaświeciło.

-Austin.

~
Przepraszam, że rozdziały są takie krótkie, ale po prostu mam pomysłów naprawdę dużo. Chciałam tak zrobić, żeby któreś z nich uratowało komuś życie. Z początku rozmyślałam nad Sel, ale przecież ona jest w ciąży i... no wiecie. Także Justin nie żyje, poświęcił się dla jego miłości.  Nie martwcie się, będą jeszcze ze 2 długie rozdziały (jeśli  nie długie to 4 małe, ofc jak coś wymyślę :D) Dzięki wam za wszystko, szczególnie Marcelinie i Justynie. :) Wiem, że mnie zabijesz Justyna!

–Te słowa wywołały u mnie wielkie zdziwienie #6

Krzyknęłam ze strachu. Ten tajemniczy ktoś popchnął mnie i upadłam. Wszystko mnie bolało. Zaczęłam bardziej płakać. Już nie miałam na nic siły. Powoli odchodziłam od wszystkiego. Nic nie miało sensu.  Poczułam ukucie w brzuchu. Cholera jasna.
-Kim ty jesteś…- wyszeptałam. – Dlaczego to dzieje się tylko mi?
-Nie poznajesz mnie, Selena? – odezwał się.
-Skąd znasz moje imię? Proszę… Zostaw mnie.- błagałam. Złapałam się za  brzuch. Byłam w 3 miesiącu ciąży. Gość był taki bystry, że zdążył to zauważyć.
-Nie martw się. Pozbędziemy się tego! –Te słowa wypowiedział, w tak okropny sposób, że miałam ochotę po prostu wymiotować. Jego twarz wydawała mi się znana. Nawet bardzo dobrze. Jego rysy twarzy były bardzo podobne do mojego ojca. Zaraz… Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. To mój brat. Moje źrenice stały się naprawdę małe. Nie wiedziałam jak oddychać. Wszystko, co zdarzyło się w przeszłości, w tym momencie powróciło. Przed oczami miałam, gdy pierwszy raz zrobił to na mnie.  Tak bardzo potrzebuję teraz Justina. Oddał za mnie życie. Czas na mnie. Czas, żebym do niego dołączyła. W tej chwili popatrzyłam się na mojego brata. Jego mina była groźna.
-Co chcesz ze mną zrobić…?- zapytałam niepewnie.
-Na początek wstań. Wszystko się potem wyjaśni. Może zaczniemy od…
Ku mojemu zdziwieniu przed oczyma pojawiła się osoba, która odmieniła moje życie. Nie wierzyłam nawet, że to prawdziwa sytuacja. To było jak… jak sen. Był cały podrapany, pod okiem miał naprawdę potężną ranę. Krwawiła. Jego włosy były w nieładzie, (nie, żeby mnie to nie kręciło) a ubrania podarte. Oddychał nierówno.
-Nigdy, przenigdy nie dotykaj mojej dziewczyny! – wykrzyknął mój anioł stróż. Czasami zastanawiałam się, czy on nie jest zesłanym dla mnie aniołem. Był taki cudowny. Wręcz niemożliwy do zdobycia. Justin przyłożył Austina do ziemi i szepnął – Nigdy.
Mój brat wstał z ziemi i krzyknął:
-Dzisiaj ci się udało, suko. Zobaczymy co będzie jutro. Pamiętaj, że obserwuję cię. Znam każdy twój krok. Wiem, co robisz. Trzymaj się na baczności. Gdyby nie ten… twój chłopczyk, to byś już dawno była martwa.
-Wypierdalaj! – Justin wrzasnął do niego – Teraz, albo będzie po tob… - nie dokończył, ponieważ zaczął się trząść.  Austin już dawno był daleko. Nie wiedziałam co robić. Mój chłopak! Boże, on umiera!
-Justin! Obudź się! Proszę! Justin! – krzyczałam, ale to nic nie skutkowało. Co ja mam robić?! Pocałowałam go.  To nie był taki zwykły pocałunek. Nigdy, przenigdy nie całowałam go w ten sposób. Widziałam wiele bajek, że pocałunek uzdrawia, ale nie wierzyłam w to, dopóki nie zobaczyłam tego. Justin po prostu się obudził. Zaczął oddychać. Otworzył oczy. Z początku w ogóle nie poznał mnie, ale po chwili odzyskał pamięć i powiedział słowa, które kochałam.
-Dasz się gdzieś zaprosić? – po wypowiedzeniu tych słów, po prostu w moich oczach znajdowała się fontanna łez. Oczywiście szczęścia. Przytuliłam go, tak, jakbym już nigdy nie miała go spotkać. Pocałowałam go i wyszeptałam
-Oczywiście.
Odwzajemnił uśmiech i złożył mi pocałunek na policzku.

-Może do zabrzmi dziwnie, ale muszę ci coś powiedzieć… - powiedział. Te słowa wywołały u mnie niepokój, coś w stylu zmartwienia. Jednak dałam mu pozwolenie i zaczęłam słuchać. Te słowa wywołały u  mnie wielkie zdziwienie. Wręcz nie potrafiłam w nie wierzyć.

~
Rozdział krótki, ale musiałam dzisiaj dodać, bo obiecałam Justynie, a ona bardzo, bardzo tego chciała. Btw., mam nadzieję, że mnie nie będziesz dźgać? :D 
 

10/09/2013

– Nagle za plecami poczułam czyjąś obecność. #5

Była szósta rano.  Selena spała. To był najlepszy czas, żeby wyjść i przemyśleć wszystko. Pocałowałem ją w czoło i wstałem. Założyłem jeansy, czarny bezrękawnik oraz  Supry. Po cichu wyszedłem z pokoju.
Minęło 20 minut, a znalazłem się na plaży. Szedłem wzdłuż oceanu.  Zacząłem rozmyślać  nad tym wszystkim. Czy w ogóle nadaję się na ojca, w tak młodym wieku? Mam dopiero 19 lat. Ona też. To wszystko wydawało się pokręcone. Postanowiłem na chwilę odetchnąć. Wyciągnąłem mojego iPhone 5 i nałożyłem na uszy czarno-czerwone słuchawki. Chwilę potem muzyka zaczęła rozbrzmiewać, a ja się relaksowałem po świetną atmosferą. Santa Barbara rano jest taka cudowna.


SELENA’S POV
Obudziłam się po usłyszeniu jakiegoś trzasku. Również obok siebie nie poczułam Justina. Ciągle myślałam o cięciu. Tak bardzo tego potrzebowałam. Ale nie teraz. To nie był czas.
-Justin?- zawołałam. Wiedziałam, że tak będzie. Zostawił mnie. Zaczęłam  chodzić w kółko, szukając czegoś ostrego.  Gdy już miałam coś brać, ktoś otulił mnie od tyłu i zaczął całować moją szyję. Justin.
-Tęskniłaś?- zapytał.
-Nie, tylko umarłam, bo mi się nudziło. Tak naprawdę to już miałam to zrobi…
-Nie. Nigdy ciebie nie zostawię – stwierdził – Spójrz, tylko wyszedłem się przejść. Już jestem –uśmiechnął się i musnął moje usta – na zawsze.
 Następnym jego ruchem było przytulenie. Popatrzyłam się prosto w jego oczy. Można  było zobaczyć tam milion znaków. Jednak, ten jeden, był mi dobrze znany. Miłość. W jego oczach aż szalała. Nie mam pojęcia, co bym robiła, czy w ogóle bym żyła, gdybym go nie spotkała tamtego poranku.
-Justin, muszę ci powiedzieć prawdę. – powiedziałam
On tylko kiwnął głową i popatrzył tym wzrokiem.  
 -Gdy byłam miałam ok. 12 lat moja mama zmarła na raka nerki. Dzień w dzień płakałam za nią,  mówiąc, że wszystko będzie dobrze. Niestety, krótko potem, w piątkowy wieczór szłam do koleżanki porozmawiać . Tak po prostu. Godzinę później kazałam tacie przyjechać po mnie. Padało. Można nawet powiedzieć, że lało. Mój tato był blisko domu Sorayi, gdy nie zauważył auta, któro jechało bez świateł. Zginął na miejscu. Następną osobą była moja młodsza siostrzyczka, Regina. Tak cholernie ją kochałam.  Miała zaledwie pół roku, a lekarze powiedzieli, że wykryto u niej raka nerki. Zostało jej tylko 2 miesiące. Nie dłużej. Opiekowałam się  nią, jakby była moją córką. Niestety, nadszedł jej czas. I zaczyna się teraz sprawa z moim ukochanym braciszkiem. Austin, myśląc, że jest już dorosły, postanowił wypróbować coś na mnie. Rozumiesz? Wypróbować! Więc  to się zaczęło.  Zaczął to robić. Molestować mnie. Nie wytrzymałam. Zaczęłam się ciąć i uciekłam z tego domu. Potem poznałam Louis’a. Kochaliśmy się. Mówił, że nigdy mnie nie opuści. A co się stało? Rok po, a dokładnie w rocznicę, zaczął mnie bić.  Wtedy, gdy zjawiłeś się ty, zrobił to ostatni raz. Do dziś nikt mnie nie nadużywał.  Wiesz jak bardzo cię kocham? – łzy spływały po moich policzkach. Chęć pocałowania go była konieczna. Jak na zawołanie, Justin położył jego usta na moich i tak zaczął się namiętny pocałunek. Chciałam go całować dniami i nocami.   A to dziecko, które teraz noszę jest jedyną nadzieją, że on zostanie ze mną na długo.  
-Kocham cię, tak bardzo mocno –powiedziałam, wciąż płacząc.
On tylko się uśmiechnął.  Był taki wspaniały.  Co ja takiego zrobiłam, że na niego zasłużyłam?
Z myśleń  wyrwał mnie przerażający wrzask. Doskonale znam ten głos. Alex.  Popatrzyłam się na Justina ze zmieszaną miną.
-Schowajmy się. Szybko! – rozkazał.  Zrobiłam to, co chciał. Justin złapał mnie za rękę  schowaliśmy się za drzwiami.  – Bądź cicho.
Alex po raz kolejny odnalazł nas w hotelu. Ostatnio zastanawiałam się, jak on to robi, że nas cały czas odnajduje… W pewnym momencie, gdy Alex wszedł w poszukiwaniu nas do łazienki (naprawdę nie mam pojęcia czego tam szukać) Justin dał mi znak, że mamy uciekać z pokoju. Całkowicie nie obchodziło go to, jakie konsekwencje mogą  z tym graniczyć. Że po drodze mogą jacyś „jego” ludzie stać i tylko czekać.  Nie wiem, gdzie i kiedy on się tego nauczył, ale wyszliśmy z ich rąk, jak mydło. (Jeśli wiesz o co chodzi) Moje życie było szalone. To tak, jakbym przeżywała ciągle to samo. Poznawanie chłopaka, zostawienie mnie, cięcie (chociaż Justin Bieber mnie nie zostawił, to wciąż mam wątpliwości) i potem ten cały Alex. Jak to możliwe? Przecież był dopiero w naszym pokoju. Zmieniliśmy pokój tak, żeby nikt nas nie odkrył. Jednak dziękuję losowi za spotkanie Justina. Szliśmy lasem. Las. Dlaczego, to zawsze kojarzyło mi sie z jednym? Nasz pierwszy spacer po lesie był czymś wyjątkowym. Tutaj poczułam, ze coś mnie z nim łączy. Złączyłam rękę z moim chłopakiem i szliśmy.
-Dokąd my mamy pójść? Wszędzie jest niebezpiecznie - na mojej twarzy znalazło się kilka łez. - wszędzie jest niebezpiecznie. - powtórzyłam.
 -Dlaczego mamy stąd iść? -zapytał.
-Spójrz, nasze życie jest zagrożone. W dodatku za kilka miesięcy urodzi nam sie dziecko. To... To trudny okres dla nas...
-Wszędzie jest niebezpiecznie. Nie martw się na zapas. Będę zawsze z tobą.
-Justin, to nie chodzi o to… Ja tylko… Nieważne. Martwię się byle czym. Przepraszam. –odparłam.
Justin tylko się uśmiechnął i zaprowadził mnie na ławkę. Usiedliśmy.  Była niezręczna cisza. Żadne z nas nie wiedziało co powiedzieć. Patrzyliśmy się w jakiś krzak. Nagle dziwnie się  poruszył. Popatrzyłam na Justina miną pytającą. On też.
-Nie ruszaj się. Pod żadnym pozorem. – wyszeptał w moje ucho.
Przełknęłam ślinę i się nie ruszałam.  Myślałam o wszystkim. To mogło być wszystko. A jeśli to Alex? Nigdy nie będziemy bezpieczni. Naprawdę nie wiem po co on  nas cały ten czas szuka. A jak już znajdzie, to mu uciekniemy. Przestałam rozmyślać nad Alex’em, gdy zza krzaka wyszedł wilk. Zaczęłam płakać. Był biały,  a oczy miał szaro-niebieskie. Wilk podszedł do nas, obwąchał. Długo zastanawiał się, co z nami zrobić. Zawył i uciekł.
-Jestem potwornie przera…
-Cicho! – rozkazał Justin. Ma słuch jak sowa. Wilk powrócił. Jednak jak na nasze nieszczęście -  z resztą stada. Nie opłacało się biec, bo gdybyśmy to zrobili, to dawno by nas zabił. Boję się, że stracę dziecko, że stracę Justina, że stracę siebie.  Dopiero teraz zrozumiałam, jakim darem jest życie. Oddałabym wszystko, co mam za to, żebym została chociaż jeszcze jedną noc  życia. Z Justinem.  W tym momencie nie mogliśmy więcej ryzykować. Ale Justin, jak to Justin powiedział, coś co bardzo mi się nie spodobało.
-Uciekaj.
-Ja? Sama?- Stałam bez ruchu.
-Uciekaj! – powtórzył wyraźnie zły. 

W tej chwili zaczęłam uciekać. Zaczęłam płakać. Wilki mnie nie atakowały. Justin? Co z nim? Czy on właśnie ryzykuje dla mnie życie? Biegłam w stronę światła. Biegłam i biegłam. Nagle przed oczami przeleciało mi coś lub ktoś, kogo  nigdy w życiu nie widziałam. Postać była ubrana na czarno. Biegła za mną. Zaczęłam bardziej płakać. W tyle, z wilkami została miłość mojego życia. Ktoś, kto dał sens mojemu życiu, najprawdopodobniej teraz umiera, chroniąc mnie. Co ja mam zrobić? Obiecał, że zawsze przy mnie będzie. To ja chcę być zawsze przy nim. Kocham go najmocniej na świecie.  Gdy wybiegłam z parku poczułam coś wilgotnego w nogach. Cholera jasna. Tu jest bagno.  Nie mam czasu do stracenia, muszę iść, muszę uciekać. Odnajdę  go wśród gwiazd.  Nagle za plecami poczułam czyjąś obecność. 

10/06/2013

-Jestem w ciąży #4

Znieruchomiałem. Nie potrafiłem nic z siebie powiedzieć. Po prostu nie mogłem. Nic. Patrzyłem na nią, jak na osobę, za którą oddałbym życie. Teraz była taka piękna. Jak zawsze. Chciałem całować ją dniami i nocami. Moje marznie się spełniło. Jednak nie uważałem. Po prostu moje usta, nie wiem jak, znalazły się na jej.  Miała takie smaczne usta. Wiśnia. Zakochałem się  w jej pocałunkach. Była miłością mojego życia. Dziękuje wszystkiemu za to, że ją odnalazłem, że znalazłem się w środku lasu, że ten hotel szaro-czarny, który stał na początku lasu, tam był. Dziękuję nawet temu momentowi, w którym ją i mnie porwano dla jakiś zabójstw. Dziękuje wszystkiemu. Nagle zapaliło mi się w głowie światło. Przecież tutaj  jest okno. Możemy uciec! Oderwałem usta od najcudowniejszej kobiety na świecie (wierzcie mi lub nie, bardzo nie chciałem) i szepnąłem
-Spójrz, to okno łatwo otworzyć - uśmiech zagościł na mojej twarzy. – Może moglibyśmy…
-Tak, zróbmy to.
Wstając,  złapałem jej rękę i ruszyliśmy w stronę okna. Puściłem jej rękę, żeby móc otworzyć okno. Prosto poszło. Jej mina wyglądała bardzo zabawnie.
-No, to czas się stąd wydostać. Panie przodem – uśmiechnąłem się. – Jestem z tobą. Zawsze i wszędzie.
Ona tylko się uśmiechnęła i zaczęła schodzić.
Gdy byliśmy na wolności zaczęliśmy iść tak, żeby nikt nas nie zauważył. Gdy przeszliśmy już poza granicę tego strasznego miejsca odetchnęliśmy z ulgą. Złączyłem z Seleną ręce i ruszyliśmy w poszukiwaniu jakiegoś hotelu. Santa Barbara to naprawdę wielkie miasto. Idąc rozmawialiśmy o wielu sprawach. Szliśmy po mieście, potem po plaży, a innymi czasy po prostu na chodniku. Była godzina 5 AM, więc nie sądziłem, że może coś być o tej porze. W końcu była niedziela. Nieliczni ludzie wychodzili po prostu z psem albo biegać.  Nie rozłączyliśmy ani na chwilę swoich rąk.  Po przejściu około 5 kilometrów (które bardzo szybko zeszły) natrafiliśmy się na dobry hotel. Wziąłem pokój. Po wejściu do pokoju Selena poszła do łazienki, twierdząc, że wygląda jak gówno po tym wszystkim. A ja zaprzeczałem. Położyłem się na łóżku i czekałem na moją księżniczkę. Nie trwało to długo. Selena położyła się obok mnie i przytuliła się. Odwzajemniłem to. Krótko po tym zapadliśmy w głęboki sen.
Tego samego dnia, jednak 10 godzin po położeniu się razem, obudziłem się i zauważyłem, że Seleny nie było obok mnie.  
-Selena?
Na całe szczęście ona tylko wyszła z łazienki.
-Może coś zjemy? Jestem strasznie głodna – zapytała.
-Tak, właśnie miałem o to pytać. – powiedziałem – Więc, wyjdziemy coś zjeść? -  zapytałem z uśmiechem na twarzy. Odwzajemniła uśmiech i krótko po tym jej usta znalazły się na moich. Po namiętnym całunku stwierdziłem, że naprawdę trzeba coś zjeść. Ruszyliśmy w stronę restauracji.
-Witam. Czego państwo sobie życzą? – zapytał z mocnym irlandzkim akcentem wysoki brunet.
-Poproszę Coca-Cola i pizzę. – zażyczyła sobie Selena.
-Ja wezmę… to samo. – powiedziałem.
-Dziękuję. Zaraz państwu przyniosę. – uśmiechnął się kelner.
Dziesięć minut potem kelner był z powrotem, tym razem z naszym zamówieniem.
- Oto wasze jedzenie. Smacznego – uśmiechnął się i odszedł.

Po kilku minutach ciszy postanowiłem się odezwać.
-To jakie plany na dzisiaj? – zapytałem z łobuzerskim uśmiechem
Sel tylko się zaśmiała i mnie pocałowała.
-Co tylko chcesz.- odparła

Wracając do hotelu rozmawialiśmy o głupotach. Gdy tylko znaleźliśmy się w pokoju zacząłem Selenę całować.  Skończyło się to na seksie, a szczegółów nie będę mówić.
Wyczerpany przytuliłem po raz setny dzisiaj Sel i zapadliśmy w głęboki sen. 
Przeliczając, od naszego pierwszego spotkania minęło już 68 dni.  Jednak dwa tygodnie później, po tym małym wybryku w sypialni Selena zaczęła wymiotować. To może oznaczać zbyt wiele. Mam nadzieje, że to nie jest  to, o czym myślę. Codziennie w nocy budziła się i wymiotowała.
-Zrób to. Sprawdź. – zachęcałem ją, choć sam się bałem – sprawdź ten test.
-Skarbie, a jeśli? Jeśli jestem w ciąży? Co zrobimy z dzieckiem? Przecież mamy  19 lat! Zawsze to się kończy na tym, że facet kobietę zostawia. Nie wiem czy z tobą tak nie będzie. – powiedziała.
-Nie będzie. Nie zostawię cię.
Selena uśmiechnęła się i poszła do łazienki robić test. Wróciła cała w płaczu.
-Nie myliłeś się. Jestem w ciąży. To najgorsze, co mnie w życiu spotkało… dlaczego… -mówiąc płakała.
-Nie zostawię cię. Nigdy.  Obiecuję. Jeśli złamię zasadę, zabiję się. 
-Nie mów tak.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też.
Wziąłem ją w ramiona. Poczułem, że płacze. Czy czas, żeby jej powiedzieć kim tak naprawdę jestem? 9 miesięcy to naprawdę wiele czasu. Nawet nie wiem czy będę jeszcze żyć. Czy powrócę, czy zostanę.
Nagle zza drzwi było słychać krzyki.  Selena popatrzyła się na mnie pytająco. Jej oddech był przyspieszony. Bała się. Ja też się bałem.  Nasze drzwi powoli się otworzyły. Jedynym ratunkiem było schowanie się do szafy. Tak zrobiliśmy. Powiedziałem Selenie, żeby była cicho. Posłuchała mnie.  Przez mały otwór w szafie było widać, że jest tam ktoś, kto trzyma broń. Wyglądał bardzo znajomo.
To on. Alex. 
-Co my tu mamy? Właściwie to nic. Gówno tu jest. Może coś w szafie…- gdy chciał otworzyć szafę, nagle ktoś go zawołał. Stwierdził więc, że lepiej jest opuścić nasz pokój (na szczęście).Odetchnęliśmy z ulgą. Selena zaczęła normalnie funkcjonować. Ucieszyłem się.
-Myślę, że musimy stąd uciekać. Santa Barbara jest naprawdę niebezpiecznym miejscem.- powiedziała.
-Wiem, ale gdziekolwiek byś nie poszła, to i tak jest tam niebezpiecznie. Pomóż powstrzymać strach.- odparłem –niepotrzebnie się denerwujesz, kochanie.
-Może masz racje? – stwierdziła.
Przytuliłem ją i dałem jej wielkiego całusa w czoło.
-Zaopiekuję się tobą, chociażbym miał zginąć. Kocham cię.
-Ja ciebie też.
Reszta dnia minęła milcząco. Selena intensywnie nad czymś myślała. Stwierdziłem, że najlepiej będzie do niej zagadać, ale wciąż nie wiedziałem co mam powiedzieć.
-Jesteś głodna? – wydusiłem z siebie.
-Nie.
Podszedłem do nie i przytuliłem, jednak odepchnęła mnie. Nie wiem co się dzieje. Po jej minie  można było wywnioskować, że nie była w nastroju do kochania.
-Selena. Muszę ci coś powiedzieć. To bardzo ważne.
Była obojętna, a ja miałem coś ważnego do powiedzenia. Tylko od czego zacząć?
-Sel…
-Słucham?- powiedziała obojętnie. Pomyślałem, że nie jest to najlepszy pomysł. Postanowiłem zapytać o coś innego.
-Jaka była twoja przeszłość? Mogłabyś…
-Myślałam, że wiesz.
-Nie do końca.
-Cóż mogę opowiadać. Gdy byłam mała moi rodzice zmarli. Potem mój brat zaczął mnie molestować. Nienawidziłam go. Potem nadszedł okres, w którym wszyscy ze mnie się naśmiewali. Zaczęłam się ciąć. Zakochałam się. Chłopak mnie pobił. Potem zjawiłeś się ty, a teraz jestem w ciąży. Moje życie jest takie, takie przepiękne. Tylko jedno mi się podoba. Właśnie, najlepsze w tym wszystkim byłeś ty. Kocham cię. Najmocniej na świecie.

-Ja ciebie też. - powiedziałem




~~ 
Hej, to dzisiaj juz dodaję 3 rozdział. Naprawdę pisałabym cały czas, a naukę mam w dupie. Szczerzę mówiąc dla nikogo to nie piszę, ponieważ nikt tego nie czyta, tylko moja kochana Marcelinka.
Btw., jesli czytasz to bardzo dziękuję. <3

–Była pobita, a strumykiem lały się krople krwi #3

Ciemność.  Nie czułem niczego poza mocnym uściskiem między moją talią. Byłem związany. Po jakimś czasie odzyskałem słuch i zdołałem usłyszeć płacz. Ten płacz był mi bardzo dobrze znany. Selena. Odzyskałem też wzrok. Popatrzyłem się na nią. Wyglądała okropnie (to znaczy była zawsze piękna, ale w tym momencie naprawdę się przestraszyłem). Była  pobita, a strumykiem lały się krople krwi. Jej oczy były spuchnięte od płaczu. Zauważyła mnie. Byłem związany. Nawet słowa nie mogłem powiedzieć.  Rozejrzała  się, czy nikogo nie ma. Nie było. Następną czynnością, którą zrobiła było podbiegnięcie do mnie i mocne przytulenie. Ucieszyłem się i zmartwiłem jednocześnie. Tak bardzo chciałbym ją pocałować.  Próbowała zdjąć ze mnie te wszystkie sznury i taśmy, lecz bezskutecznie.  Nagle zza drzwi usłyszałem krzyki i hałasy. Ona również. Szybko powędrowała do miejsca, gdzie była wcześniej.  Do naszego „pokoju” wszedł rudy, szczupły chłopak. Zaraz, czy ja jego skądś nie znam?  Moje myślenia zostały wyrwane z powodu wielkiego wrzasku.
-Witam, witam państwa. –odezwał się – Podoba wam się nowy dom?
Gdybym mógł coś zrobić, cokolwiek, nawet mógłbym go zabić. 
-Czy ja ciebie skądś nie znam, młody człowieku?- Zapytał
W tym momencie też się nad tym zastanawiałem. Ale nawet gdybym chciał cokolwiek powiedzieć nic nie da, bo jestem zablokowany.
-Jesteś sobowtórem mojego brata? Przyznaj się!- wrzasnął.
Nagle w głowie przypomniało mi się wspomnienie, którego nienawidziłem.
„- Zabiję cię! Jesteś najgorszym człowiekiem z jakim miałem do czynienia! – Krzyczał do mnie mój starszy brat Alex. W tym momencie wycelował we mnie i pociągnął za spust. Zabił mnie”
Moje źrenice się zmniejszyły. Trząsłem się ze strachu. On nie może mnie zabić. Nie przy kobiecie, którą kocham. Co? Czy ja właśnie powiedziałem, że ją kocham? To znaczy… Bardzo ją lubię.
Alex z ogromną siłą zdarł ze mnie taśmę na ustach. Aż z bólu zasyczałem.
-Zadałem ci pytanie! – wydarł się mi w twarz.
-J-j-ja? –jąkałem się
-Powiedz swoje imię!? Niech zgadnę, skurwel? Dlaczego się boisz? Tchórz?
-Harry- Skłamałem. W tym momencie mina Seleny była bezcenna, ale myślę, że zrozumiała. Spojrzałem na nią błagalnie i się lekko uśmiechnęła. Dlaczego ja mam do niej taką słabość? Dlaczego w takich momentach myślę, że ona jest taka piękna? – Nazywam się Harry.
- Ciekawe. Będziecie mi towarzyszyć. Będziecie dla mnie zabijać. Inaczej ja was zabije – ostrzegł – zrozumiano?
-T-t-tak. – powiedzieliśmy razem z Seleną.
-Dobre dzieci. –zaśmiał się i wyszedł  z pokoju.
Selena jak tylko zobaczyła, że wyszedł od razu podeszła do mnie i się przytuliła.
-Boję się. –szepnęła
-Będzie dobrze.
Wiedząc, że była już późna pora poszliśmy spać. Przytuliłem ją bardzo mocno. Czułem jak jej serce mocno bije. Bała się.
Nazajutrz nie poczułem jej koło siebie. Zniknęła. Zaniepokoiłem się. Gdzie ona jest?!
-Selena!
Niespodziewanie zauważyłem ją z czymś w ręku. Znowu.
-Proszę, to nie jest rozwiązanie, skarbie – powiedziałem – proszę.
Gwałtownie odłożyła ostrą rzecz od ręki i rzuciła ją daleko od siebie. Pobiegła i przytuliła mnie. Jej usta znalazły się na moich. W końcu, w końcu. Chwila, o której marzyłem nadeszła.  Minęło już od mojego ” powrotu” 43 dni. 
-Selena, muszę ci coś powiedzieć. – szepnąłem.
Nagle ktoś, kto ma świetne wyczucie czasu wszedł do pokoju i był wyraźnie zaskoczony tym, co zobaczył.
-Widzę, że gołąbkom się bardzo podoba bycie razem tutaj. To bardzo źle. Ale jednak wszystkie pokoje są zamknięte, żeby was dać osobno. Ale jest jeden taki… Jest tam naprawdę groźny zabójca.  Na  swoim koncie zabił już ok. 500 osób. Coś cudownego, nieprawdaż?! Może by dać cię do niego, księżniczko? – przedstawił swój plan w taki sposób, że chciało mi się go zabić. Plus nazwał ją księżniczką. Nie, nie, nie. Tak nie może być. Jeśli będę miał okazję, to to zrobię.  Mina Seleny mnie przeraziła. A ten się tylko śmiał. Gdybym  nie był związany, to bym go zabił na miejscu.  
-Co się tak patrzysz, Harry? Może dać ci już zadanie do roboty? W sumie dobry pomysł, bo gość nie odda…- przerwałem mu
-Nie! Kurwa nic nie będę dla ciebie robić! W szczególności Selena! Idź się pieprzyć do diabła!- krzyknąłem,  ale chwilę potem żałowałem swojego zachowania.  Alex przygwoździł mnie go ściany i ścisnął za gardło. Potem wyszeptał kilka słów bardzo wolno.
-Nigdy ze mną nie zadzieraj. I dzięki za podpowiedź, mogę pożyczyć twoją sukę? –zaśmiał się.
W moich oczach było widać wściekłość, chęć zabicia go była niewyobrażalna.
-Jeszcze raz nazwij ją tak to… - nagle mi przerwał
-To co? – zaśmiał się tym swoim obrzydliwym uśmiechem.
Minęły dwie minuty. 
-Wiedziałem, że jesteś tchórzem. Żegnam was.
Powiedział po czym tym wyszedł.  Upadłem na ziemi, zwijając się z bólu. Selena była u moim boku.  Przytuliła mnie i wyszeptała mi do ucha.
-Byłeś dzielny. Myślę,  że cię kocham.

–Santa Barbara #2

Ten dzień był słoneczny. A ja się cieszyłem, że jest poniedziałek. Nagle zza ściany rozległy się krzyki. Szybko wyskoczyłem z łóżka i pobiegłem zobaczyć co się stało. Tak, jak myślałem, hałasy dobiegały z pokoju Seleny. 
 Siedziała oparta o  ścianę. Miała krew na rękach.
-Selena?- zapytałem.  Ona tylko uwolniła kolejną łzę.
-Muszę stąd uciec. Tu nie ma dla mnie miejsca. On…- zatrzymała się i już nic nie mówiła.
-Jestem z tobą, wiesz to.
-Nie chodzi o to z kim jestem! Muszę, muszę uciec  stąd jak najszybciej –krzyknęła
-Więc to zróbmy- wziąłem ją w ramiona i wyszeptałem ponownie – więc  to zróbmy.
  Następnego dnia wszystko było gotowe.  Wszystko, żeby  uciec.  Kilka minut potem znaleźliśmy się na parterze, oddając klucze.
-Zapraszamy ponownie. – powiedział to, ten sam staruszek, którego spotkałem na początku.
Przy wyjściu Selena w końcu się do mnie odezwała.
-Wiesz, że nie musisz tego robić. – Nie odpowiedziałem.
Całą drogę rozmawialiśmy o tym, gdzie mamy się udać. W końcu postanowiliśmy, że udamy się do Santa Barbara. Nigdy tam nie byłem.
 Gdy dotarliśmy na miejsce była północ. Teraz należałoby znaleźć jakiś hotel.  
   Po kilkunastu minutach, w końcu, odnaleźliśmy.
-Proszę pokój. – powiedziałem do recepcjonisty
-Proszę, numer 254.

Szybko potem znaleźliśmy się w windzie. Nienawidziłem wind.
Jazda szybko się skończyła. 
-Teraz szukamy pokoju –powiedziała z małym uśmiechem Selena.
-O proszę, tutaj się ukrywał- odpowiedziałem.
Pokój był naprawdę duży, jak na nas dwoje.  I ładny. Duże okna, łazienka, pięknie ozdobione ściany, jedno łóżko i sofa. Czekaj, jedno łóżko?!
- Wygląda na to, że będę spał na podłodze – zaśmiałem się.
-Hej, nie, nie będziesz.  – uśmiechnęła się.
Nie wiedziałem co powiedzieć. Co chodziło jej po głowie?
Usiadła na skraju łóżka i kazała mi zrobić to samo. Byłem zmieszany, ale zrobiłem jak mi kazała.
-Jesteś najlepszym co spotkałam w swoim życiu.
-Ja? –popatrzyłem na nią
-Tak – zaśmiała się – ty.
Chwilę się na siebie patrzyliśmy, ale w końcu Selena powiedziała,  że czas iść spać.  
   Gdy wiedziałem, że już śpi , postanowiłem przenieść się na sofę.  I tak zrobiłem. Jednak długo nie mogłem zasnąć, gdyż myślałem o niej 24/7.
 Następnego dnia, gdy się obudziłem zobaczyłem smukłą sylwetkę, która przemieszczała się po pokoju. Zauważając, że nie  śpię odezwała się.
-Justin, spałeś na sofie – zaśmiała się. Pokiwałem głową. Podeszła do mnie i mocno przytuliła. – Uwielbiam cię. Jesteś najlepszym facetem  na świecie.
Nic nie zrozumiałem o co chodzi.
- Czy ty… czy ty mówisz, że…
-Co? Nie! Nie –zaśmiała się – chodzi o to, że nie ma takiego samego chłopaka jak ty.  Jesteś niesamowitym przyjacielem.
Nie będę kłamać jeśli powiem, że mnie to zabolało. Myślałem, że powie coś w stylu „kocham cię”. Jednak moje marzenia nie były prawdą. Może kiedyś?
- Chodź, Justin, chodź na plażę. – zaproponowała.
-Ok.
Chodziliśmy tak po plaży, śmialiśmy się. Jak to robili prawdziwi przyjaciele. Od kilku dni zaczynało mi chodzić jedno pytanie: Czy kiedykolwiek powiem jej, że byłem aniołem? Pomyśli sobie, że jestem szalony. To brzmiało by tak: Hej, Selena. Mam ci coś do powiedzenia. Jestem aniołem, ale to nic. Żeby dostać drugą szansę od losu muszę znaleźć miłość w ciągu 100 dni. Powiesz, że mnie kochasz?
Jestem szalony.  Postanowiłem się coś zapytać.
-Selena… mam pytanie.- powiedziałem –Selena? – rozglądałem się na wszystkie strony, ale nigdzie jej nie było. – Selena! To nie jest śmieszne. – zaczynałem się niepokoić. Gdzie ona jest?!
Jeden punkt przykuł mi uwagę. Jakiś gość ciągną dziewczy… Zaraz, to jest przecież Selena!
Zaczynałem biec  najszybciej jak mogłem. Jednak bezskutecznie.

-Pomocy! Pomocy! Niech ktoś mi pomoże! – krzyczałem. Nikogo nie było. Nagle przed oczami  zrobiło mi się czarne tło. Nic nie widziałem.  Czy znów umarłem?

10/05/2013

–Selena #1

   Obudziłem się na czymś twardym. Usiadłem i rozejrzałem się. Byłem gdzieś w lesie. Zaraz, czy to oznacza, że jestem żywy? Tak szybko? Wstałem i ruszyłem w stronę światła.  
  Przy lesie był mały hotel.  Muszę się gdzieś zatrzymać. Wszedłem do szaro-czarnego budynku. Przy ladzie stał straszy pan.
- Dzień dobry. Mogę w czymś pomóc?- zapytał znudzony.
- Chciałbym wynająć pokój.
- Jak ma pan na imię?- zapytał.
- Justin Bieber – odpowiedziałem.
- Jeszcze jedno pytanie. Na ile chce pan pokój?
- Może być na dwa tygodnie. – odparłem.
- Dobrze. Oto pana klucz. Pokój znajduje się na drugim piętrze. Numer 14.
- Dziękuję.

Wszedłem do niedużego pokoju. Ściany były różowe. Pośrodku  stało podwójne łóżko. Nie, żebym coś planował…    Łazienka była na ocenę cztery.  Myślę, że czas zacząć szukać kogoś do znajomości.
Na korytarzu, przy ścianie stała piękna dziewczyna o kasztanowych włosach. Płakała. Pomyślałem, że podejdę do niej i zapytam co się stało. I tak zrobiłem.
- Czy coś się stało? - zapytałem.
- Nie, nic ważnego. To tylko… Nieważne –odpowiedziała.
Usiadłem koło niej.
- Jak się nazywasz?- zapytałem.
-Selena. Selena Gomez –odpowiedziała na moje pytanie.
-Piękne imię.
-Dziękuję…- powiedziała przez płacz.- A ty?
-Justin Bieber

Nasza rozmowa była raczej dziwna, bo poznawaliśmy się. A ja nie lubiłem zazwyczaj poznawać nowe osoby.  Dowiedziałem się, że ma 19 lat, że jej przyczyną płaczu był chłopak.  Mogłem się przecież domyśleć.   Spojrzałem ja jej ręce. Były okaleczone.  Ciekawy jednak jestem, co się dokładnie stało.  Postanowiłem się dowiedzieć.
Następnego dnia, w 20 października spotkaliśmy się razem. Poszliśmy do lasu.  Było cudownie. Coraz bardziej czułem, że ją lubię. Ale wciąż mi nie powiedziała co się stało. Zdobyłem się na odwagę, żeby się zapytać  chociaż to byłaby ostatnia nasza rozmowa.
-Selena… Mogę ci zadać pytanie?
-Tak, pewnie. Pytaj o co chcesz - powiedziała.
-Od dawna zastanawiam się… co ci się stało- wskazałem na rękę. Przegryzła wargę, a pojedyncza łza spadła jej z oka.
-Wiesz… Rodzice mnie nie chcą. Zostawili mnie. Mój chłopak powiedział, że jestem najgorsza. Potem moja siostra zmarła. Jestem sama. Ale poznałam ciebie. Jesteś moim najlepszym przyjacielem. – sapnęła.
-To bardzo dużo… Jest mi przykro –popatrzyłem w jej oczy- Ale podoba mi się tylko ostatnie zdanie. Ona się tylko uśmiechnęła. Jej uśmiech był przepiękny. Chciałbym go widzieć codziennie rano i wieczorem.
-Justin… Musisz coś wiedzieć  -gwałtownie otrząsnąłem się z myśli i popatrzyłem na nią pytająco.- Ja… Wyjeżdżam stąd. Kanada to kraj, gdzie nie jestem bezpieczna. Nie czuję się bezpiecznie.
-Ale… jak?
-Może byś pojechał ze mną?- zapytała.
-Ja? Przecież...- miałem kończyć, ale mi przerwała.
-Jeśli nie chcesz to nie musisz.
-Dobra, pojadę z tobą, ale pod jednym warunkiem. –ostrzegłem.
- Tak? – zapytała z tym uśmiechem. Dlaczego, gdy ona się śmieje to ja też? Co ona ze mną robi?
-Dasz się gdzieś zaprosić.

 Widać, że zastanawiała się długo nad tym, ale ostatecznie się zgodziła. Nie chcę, żeby to się skończyło. Przytuliłem ją po przyjacielsku i szliśmy w stronę hotelu.  Naprawdę mam wiele szczęścia, że ją znalazłem.

6/28/2013

Od początku.

Czy możliwe jest zakochać się w 100 dni?- Zadawałem sobie to pytanie od dobrych dwóch  godzin. To... To jest przecież niemożliwe. A może jednak? Oczywiście są zasady: Muszę być po prostu sobą.
To będzie trudne. Ale jeśli, jeśli naprawdę chcę przestać być, tym, kim jestem, po prostu muszę zaryzykować. Nigdy nie wierzyłem w coś takiego jak.. miłość. Miłość jest dla tchórzy. Po prostu, od tego momentu, w którym zostałem zdradzony (tak, byłem kiedyś zakochany. Ale miałem tylko 13 lat!) 
To musi być miłość, którą oczywiście ja muszę odwzajemnić. 


Hej, przecież się nie przedstawiłem. 
Jestem Justin. Justin Drew Bieber. Mam 19 lat. Pochodzę z Kanady... Oczywiście, że mam jakiś cholerny powód, dlaczego muszę odnaleźć w ciągu tych 100 dni miłość. 
Los. 
Nie żyję. Jestem aniołem. Jedyne, co może mnie przywrócić do życia, to miłość. Wiem, że to wydaje się dość dziwne, ale jednak. Zmarłem, ponieważ zostałem postrzelony przez... własnego brata. Tak, brata.
Teraz chodzę samotnie po ziemi szukając jakiegoś schronienia. Za 10 dni wyruszam z powrotem. Będę widzialny. Znalezienie p r a w d z i w e j miłości jest jak szukanie najlepszego przyjaciela. Wszędzie są fałszywi ludzie, dopóki nie spotkasz tego prawdziwego. Może przez przypadek, może po prostu znajdziecie się w tym samym zakładzie psychiatrycznym. Wiecie zresztą o co mi chodzi. 
Wyruszam od małego miasteczka w Kanadzie do Bóg wie gdzie. Będę szukać wszędzie. Może znajdę od razu, może jeden dzień przed "śmiercią" numer dwa. 

Czy mi się uda? Tego nie mogę stwierdzić.