10/12/2013

–SMS #8

Podążałam szarym chodnikiem. Pod oczami znajdowały się tylko ciemne podkowy. Nie spałam już od tygodnia. To bardzo źle. Moje dziecko może ucierpieć. Jak ja sobie z nią lub nim poradzę? Zaczęłam płakać. Usiadłam na najbliższej ławce i postanowiłam to wszystko przemyśleć.  Oddam dziecko do adopcji. To będzie najlepsze dla niego. A co zrobię ze sobą, pomyślę potem. Co jeśli naprawdę Justin miał rację? Jeśli istnieje życie? Jeśli dostajemy nowe życie? Gdybym się zabiła, byłabym z nim. Wstałam z ławki i ruszyłam do miejsca, gdzie chodziłam codziennie. Cmentarz. Po drodze widziałam wiele szczęśliwych ludzi. Z czego oni się tak cieszą?! Wszyscy byli szczęśliwi. Oprócz mnie.
-Dlaczego, dlaczego to właśnie ty, dlaczego  ty? – te słowa powtarzałam codziennie do jego grobu. Nigdy inne. Jednak postanowiłam coś dodać – Wiesz, że kocham cię najbardziej na świecie? Wiesz to, prawda? Najbardziej na świecie! Gdybym nie była taka głupia i nie uciekła od ciebie, to byś żył. I byłbyś ze mną. Na zawsze. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie. To, w którym usiadłeś obok mnie i czekałeś, aż przestanę płakać. Zawsze ci się udawało. Pamiętam też, kiedy byliśmy w lesie. Gdy pocałowałeś mnie po raz pierwszy. To wszystko było takie… takie niesamowite, nieznane. Byłeś moim ratownikiem. Poświęciłeś się dla mnie. Dziękuję ci za wszystko… I  przepraszam, że to nie ja właśnie jestem na twoim miejscu. – wszystkie słowa powiedziałam szepcząc. Łzy, które wydawały się bez końca, wciąż były na mojej twarzy. Dalej nie potrafiłam wypowiedzieć ani słowa. Byłam sparaliżowana. Jakby mój świat zawalił się kilkakrotnie. W niewidocznym miejscu,  obok drzewa, stał Austin. Zauważył mój wzrok na jego. Uśmiechnął się. Co za podła świnia. Nienawidzę jego. Szybko postanowiłam „zdjąć” z niego wzrok, jednak zaczynał do mnie powoli podchodzić. Nie wiedziałam co robić. Czy uciekać, czy stać. Moje nogi nie wykonywały żadnego ruchu. Gdy znalazł się przy mnie, wypowiedział słowa, które od razu znienawidziłam.
-To miałaś być ty. Jednak ten twój chłopak cię obronił. Szkoda, że stracił życie za taką sukę. – zaśmiał się bezczelnie. W moich oczach znajdowała się nienawiść. Chęć zabicia go była niewyobrażalna. Ale miał rację. Po co komu tracić dla mnie  życie? Ostatecznie, to ja powinnam oddać komuś życie. Mój tato, moja mama, mój Justin poświęcili się dla mnie. Własnym życiem. W dodatku mój brat, którego nienawidziłam tak bardzo, teraz mi to wypomina. Najlepszym wyjściem byłoby odejście. Na zawsze. Spotkałabym tam osoby, które kochałam z całego serca. Jednak coś, a raczej  ktoś, mnie ciągle powstrzymywał. Wyciągnęłam swojego czarnego iPhone i spojrzałam na jego ekran. Jak ja dawno patrzyłam na telefon. Była tam wiadomość.
„Czy dasz się gdzieś zaprosić?” To są zwykłe słowa, ale dla mnie były tak wyjątkowe, jak nowy telefon. Justin napisał to miesiąc temu. Naprawdę, gdybym mogła, to cofnęłabym czas i wszystko naprawiła. Nie uciekłabym od niego. Cholera jasna, kochałam go tak bardzo. Uratował mnie z wszystkich sytuacji, niczym anioł. Moje przypuszczenia jednak okazały się prawdą. Zrobiłabym, oddałabym wszystko, co mam za to, żeby go zobaczyć, choć jeszcze jeden raz.

Justin’s POV

Nie żyję po raz drugi. To okropne. Naprawdę. Choć udało mi się znaleźć miłość w ciągu 100 dni, nie żyję. Dostałem jednak ostatnią szansę. Nikt nie może mnie zobaczyć. Jedynie ja mogę. Będę aniołem stróżem Seleny. Moje stróżowanie wygląda jak 24/7. Wszędzie. Będę ją pilnować. Ona nie może mnie usłyszeć, nie może też mnie zobaczyć. Mogę ją kontrolować, czytać jej myśli. Jednak, istnieją pewne słowa. Słowa, które pomogą jej zobaczyć i usłyszeć mnie. Na początek trzeba tylko ją nakierować na ślad. Jest wyjątkowa. Uda jej się. Wierzę w to.

1 komentarz:

  1. I tak się nie pogodzę , że go uśmierciłaś.... :C

    OdpowiedzUsuń