Podążałam szarym chodnikiem. Pod oczami znajdowały się tylko
ciemne podkowy. Nie spałam już od tygodnia. To bardzo źle. Moje dziecko może
ucierpieć. Jak ja sobie z nią lub nim poradzę? Zaczęłam płakać. Usiadłam na
najbliższej ławce i postanowiłam to wszystko przemyśleć. Oddam dziecko do adopcji. To będzie najlepsze
dla niego. A co zrobię ze sobą, pomyślę potem. Co jeśli naprawdę Justin miał
rację? Jeśli istnieje życie? Jeśli dostajemy nowe życie? Gdybym się zabiła,
byłabym z nim. Wstałam z ławki i ruszyłam do miejsca, gdzie chodziłam
codziennie. Cmentarz. Po drodze widziałam wiele szczęśliwych ludzi. Z czego oni
się tak cieszą?! Wszyscy byli szczęśliwi. Oprócz mnie.
-Dlaczego, dlaczego to właśnie ty, dlaczego ty? – te słowa powtarzałam codziennie do jego
grobu. Nigdy inne. Jednak postanowiłam coś dodać – Wiesz, że kocham cię
najbardziej na świecie? Wiesz to, prawda? Najbardziej na świecie! Gdybym nie
była taka głupia i nie uciekła od ciebie, to byś żył. I byłbyś ze mną. Na
zawsze. Pamiętam nasze pierwsze spotkanie. To, w którym usiadłeś obok mnie i
czekałeś, aż przestanę płakać. Zawsze ci się udawało. Pamiętam też, kiedy
byliśmy w lesie. Gdy pocałowałeś mnie po raz pierwszy. To wszystko było takie…
takie niesamowite, nieznane. Byłeś moim ratownikiem. Poświęciłeś się dla mnie.
Dziękuję ci za wszystko… I przepraszam,
że to nie ja właśnie jestem na twoim miejscu. – wszystkie słowa powiedziałam
szepcząc. Łzy, które wydawały się bez końca, wciąż były na mojej twarzy. Dalej
nie potrafiłam wypowiedzieć ani słowa. Byłam sparaliżowana. Jakby mój świat
zawalił się kilkakrotnie. W niewidocznym miejscu, obok drzewa, stał Austin. Zauważył mój wzrok
na jego. Uśmiechnął się. Co za podła świnia. Nienawidzę jego. Szybko
postanowiłam „zdjąć” z niego wzrok, jednak zaczynał do mnie powoli podchodzić.
Nie wiedziałam co robić. Czy uciekać, czy stać. Moje nogi nie wykonywały żadnego
ruchu. Gdy znalazł się przy mnie, wypowiedział słowa, które od razu znienawidziłam.
-To miałaś być ty. Jednak ten twój chłopak cię obronił.
Szkoda, że stracił życie za taką sukę. – zaśmiał się bezczelnie. W moich oczach
znajdowała się nienawiść. Chęć zabicia go była niewyobrażalna. Ale miał rację.
Po co komu tracić dla mnie życie?
Ostatecznie, to ja powinnam oddać komuś życie. Mój tato, moja mama, mój Justin
poświęcili się dla mnie. Własnym życiem. W dodatku mój brat, którego
nienawidziłam tak bardzo, teraz mi to wypomina. Najlepszym wyjściem byłoby
odejście. Na zawsze. Spotkałabym tam osoby, które kochałam z całego serca.
Jednak coś, a raczej ktoś, mnie ciągle
powstrzymywał. Wyciągnęłam swojego czarnego iPhone i spojrzałam na jego ekran.
Jak ja dawno patrzyłam na telefon. Była tam wiadomość.
„Czy dasz się gdzieś
zaprosić?” To są zwykłe słowa, ale dla mnie były tak wyjątkowe, jak nowy
telefon. Justin napisał to miesiąc temu. Naprawdę, gdybym mogła, to cofnęłabym
czas i wszystko naprawiła. Nie uciekłabym od niego. Cholera jasna, kochałam go
tak bardzo. Uratował mnie z wszystkich sytuacji, niczym anioł. Moje
przypuszczenia jednak okazały się prawdą. Zrobiłabym, oddałabym wszystko, co
mam za to, żeby go zobaczyć, choć jeszcze jeden raz.
Justin’s POV
Nie żyję po raz drugi. To okropne. Naprawdę. Choć udało mi
się znaleźć miłość w ciągu 100 dni, nie żyję. Dostałem jednak ostatnią szansę.
Nikt nie może mnie zobaczyć. Jedynie ja mogę. Będę aniołem stróżem Seleny. Moje
stróżowanie wygląda jak 24/7. Wszędzie. Będę ją pilnować. Ona nie może mnie
usłyszeć, nie może też mnie zobaczyć. Mogę ją kontrolować, czytać jej myśli. Jednak,
istnieją pewne słowa. Słowa, które pomogą jej zobaczyć i usłyszeć mnie. Na
początek trzeba tylko ją nakierować na ślad. Jest wyjątkowa. Uda jej się.
Wierzę w to.
I tak się nie pogodzę , że go uśmierciłaś.... :C
OdpowiedzUsuń