Justin’s POV
-Czy mimo wszystko dalej będziesz mnie kochać? – zapytałem.
-Tak, obiecuję.
-To dość skomplikowane…- wciąż zastanawiałem się nad
powiedzeniem jej to. Ale dzisiaj mijają te cholerne sto dni. Do dzisiaj miałem
czas. Nie ma na co czekać. Po prostu jej
powiem. – Selena, czy wiesz, że kocham cię najmocniej na świecie? I że nic tego
nie zmieni?
-Justin, po prostu powiedz.
-Selena, to nie jest takie proste. –widać było po jej minie,
że jest obojętna. Zacząłem więc mówić.
-Jeśli będzie ci się wydawać to szalone, to po prostu
odejdź…
-Nigdy.- rzekła. To słowo było dla mnie satysfakcją, której
potrzebowałem.
-Selly, żyję już
drugi raz.
-Przepraszam, co? – zapytała ze zdziwieniem. Nie wierzyła
mi. Myśli, że jestem szalony.
-Słyszałaś, żyję po raz drugi. Jakoś to spróbuję ci
wytłumaczyć… Więc, ponad sto dni temu, mój brat mnie zabił. Powiedział, że
jestem tylko kawałkiem gówna. Wyciągnął nóż i włożył mi w serce. Czy wiesz, jak
to bolało? Potem tylko przed moimi oczami widziałem ciemność. Następnym wydarzeniem jakim pamiętam, to
składanie obietnicy, że w nowym życiu odnajdę miłość. Mówiono mi, że to będzie
bardzo trudno. Ta miłość na być odwzajemniona. I jak jest? Kochasz mnie,
prawda?
-Jesteś szalony! Odejdź! Nie chcę na ciebie patrzeć! –
wrzeszczała. Nie wiedziałem co robić.
-Proszę… Ja mówię prawdę! Selena, proszę. Uwierz mi!
Selena zaczęła uciekać ode mnie. Przecież obiecała mi, że
mimo wszystko, zawsze będzie mnie kochać. Ja obiecałem jej, że będę przy niej
zawsze i wszędzie. Puściłem się w pogoń za moją miłością. Biegliśmy przez lasy
i parki. Wiele ludzi widziało nas i zastanawiali się, co jest. W pewnym momencie
zauważyłem, że ktoś wcelowuje broń w stronę Seleny. Pomimo bólu, wyprzedziłem
ją.
Selena’s POV
Usłyszałam jedynie strzał. Biegnąc, zauważyłam, że Justin
został w tyle. Był ranny. Nie mogłam uwierzyć,
w to co widzę. Szybko zawróciłam. Krwawił. Jego klatka piersiowa była
postrzelona. Nie, nie, nie! To tylko straszny sen!
-Justin! Proszę cię! Obudź się! – krzyczałam – Pomocy! – w tej
chwili pocałowałam mojego chłopaka, moją miłość. Lecz mimo moich starań, nic
nie udało się zrobić. Zaczęłam płakać. Wyciągnęłam mój telefon, choć wiem, że
już było za późno, wykręciłam numer na pogotowie.
W szpitalu powiedziano mi jedno słowo: Niestety.
Co ja zrobiłam?! Właśnie zabiłam własnego chłopaka! Własnego
ratownika! Uratował moje życie. To ja, to ja powinnam mu się odwdzięczyć. Gdybym po prostu nie była taka głupia i nie
uciekła, to on by żył! Boże, jestem beznadziejna! Co ze mnie będzie za matka?
Powinnam iść siedzieć. Czy to możliwe,
Że dostaje się nowe życie? Czy on mówił prawdę?
Po powrocie ze szpitala wzięłam żyletkę. Wszystko zaczyna
się od nowa. Jednak przy przyłożeniu jej
do nowego miejsca, coś w mojej głowie się zaświeciło.
-Austin.
~
Przepraszam, że rozdziały są takie krótkie, ale po prostu mam pomysłów naprawdę dużo. Chciałam tak zrobić, żeby któreś z nich uratowało komuś życie. Z początku rozmyślałam nad Sel, ale przecież ona jest w ciąży i... no wiecie. Także Justin nie żyje, poświęcił się dla jego miłości. Nie martwcie się, będą jeszcze ze 2 długie rozdziały (jeśli nie długie to 4 małe, ofc jak coś wymyślę :D) Dzięki wam za wszystko, szczególnie Marcelinie i Justynie. :) Wiem, że mnie zabijesz Justyna!
Jak mogłaś go uśmiercić :C :"C
OdpowiedzUsuńprzepraszam! :(
Usuń